Pchły

Jak to zazwyczaj w takich historiach bywa, dawno temu amerykańscy naukowcy przeprowadzili pewien eksperyment. Badaniu poddano pchły, które beztrosko hasały po psiej sierści. Jednak ich swoboda skończyła się, gdy zamknięto je w szczelnym słoiku. Początkowo skakały wysoko, uderzając w ścianki słoika, ale widząc opór, po kilku dniach, skakały coraz niżej, aż wreszcie przestały odbijać się od ziemi. Naukowcy jednak zlitowali się nad uwięzionymi stworzeniami, ale ku ich zaskoczeniu pchły wcale nie zaczęły radośnie skakać, ale apatycznie błąkały się po ziemi.

Jest w tej historii pewna lekcja dotycząca naszego życia duchowego. Każdy z nas doświadcza zniewalającej mocy grzechu. Często zdarza się, że grzech nie jest już tylko wypadkiem przy pracy, ale staje się nawykiem, a nawet nałogiem. W przeciętnym grzeszniku zaczyna rodzić się pytanie: Co teraz? Jednak z każdym kolejnym dniem i kolejną spowiedzią narasta poczucie bezradności. Pojawia się wreszcie egzystencjalny ból, że coś ogranicza moją wolność i sam nie jestem w stanie sobie pomóc. Odebranie wolności wyrabia w człowieku pewien nawyk, który hamuje jego dalszy rozwój. Wielu w tym momencie załamuje ręce i biernie poddaje się sytuacji, która ich spotkała. Rezygnują ze spowiedzi, chodzenia do kościoła, a stąd już prosta droga do tego, aby ulżyć sobie w egzystencjalnym cierpieniu i zanegować to, co podpowiada sumienie.

Z praktyki spowiedniczej wiem, że do takich sytuacji dochodzi bardzo często. Ludzie przychodzą załamani, bo nie radzą sobie z grzechem. Chcą jednocześnie szybko i skutecznie wyeliminować grzech ze swojego życia. Problem polega na tym, że grzech (szczególnie nałogowy) to nie plama na ubraniu, którą usuniemy silnym wybielaczem. Potrzebny jest czas, cierpliwość i przede wszystkim Boża interwencja. Niekiedy zmaganie z grzechem to walka na całe życie. W całej sytuacji, po stronie grzesznika, najważniejsze jest to, żeby nie utracić wiary we własną wolność. A tę gwarantuje nam tylko Bóg. Dopóki robimy wszystko, co w naszej mocy, aby pokonać grzeszne przywiązanie, jesteśmy wolni i przyjdzie taki dzień, kiedy „ktoś odkręci słoik” i wyskoczymy z niego mocniejsi i szczęśliwsi.

Inne artykuły autora

Najpierw samotność, potem posłannictwo

Jezus na warszawskiej Woli

Pchły