Promocja - cud dla każdego!

facebook twitter

24-12-2017

Wiara prowadzi przez nadzieję do miłości. Nie robi tego szybko, ale jedynie skutecznie. Kiedy św. Piotr staje pod Cezareą Filipową i wyznaje Jezusowi swoje credo: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego” (Mt 16, 16), za chwilę słyszy o tym, że Jezus ma cierpieć, zostać zabity. Piotr nagle traci grunt pod nogami, załamuje ręce i prosi Jezusa, żeby nie mówił tak. Jeszcze ludzie odejdą. W odpowiedzi słyszy: „Idź precz, Szatanie!”. Wtedy na tej zdziwionej, świeżo wyznanej wierze, która od razu doznaje zachwiania, musiał zbudować nadzieję. Do miłości było jeszcze kawałek.

Wiara ze słuchania
Wiara rodzi się ze słuchania. Jako michalici, i ludzie pobożni z zawodu, jesteśmy zobowiązani głosić kerygmat. Pierwszym zadaniem każdego duchownego jest głosić. Głoszenie Słowa ma wielką moc i nie ma przeszkód. Sakramenty już tak. Ludzie, którzy mają pogmatwane życie (np. żyją w związkach niesakramentalnych), nie mogą przyjmować sakramentów. Mogą przyjąć kerygmat. Kiedy apostołowie głosili Jezusa Chrystusa mówili o miłości Boga, grzechu, Odkupieniu, zesłaniu Ducha Świętego. Później był cud, który pieczętował głoszenie. Wtedy całe rzesze przyjmowały chrzest. W ludziach wybuchała wiara. My teraz musimy czynić podobnie. Ale czy możemy dokonać cudu?

Cud moralny
Kiedy po raz pierwszy w Antiochii nazwano wierzących chrześcijanami, musieli się czymś wyróżniać. Cudem moralnym. W świecie, w którym tak trudno o wartości, miejsce, gdzie miłość jest widoczna, budzi zdziwienie. To, co dziwne, jest ciekawe. To, co ciekawe, wzbudza zainteresowanie. Kościół wysyła na misje ad gentes rodziny z księdzem. Wyjeżdżają w miejsca, gdzie wiara zanikła. Żyją zwyczajnie, obok. Ich dzieci zapraszają kolegów i koleżanki ze szkoły do domu. Większość dzieci z „nowoczesnych”, rozbitych rodzin bez miłości.  To życie, które widzą, jest dla nich znakiem. Pragną takiego życia i pytają: „Dlaczego?” i „Jak?”. Wielu też tak chce. Proszą o chrzest. Jedna z takich rodzin wyjechała na Ukrainę. Pewna młoda Ukrainka została zatrudniona w roli opiekunki do dzieci. Po pewnym czasie poprosiła księdza o chrzest. Powiedziała, że i ona tak chce. W jej rodzinie był alkohol,  przemoc, wiele ran. Tutaj widzi miłość. Słyszała wcześniej głoszenie Słowa o Jezusie Chrystusie. Potrzebny był cud. Cudem było ich życie. 
Michalici tworzą wspólnoty tam, gdzie są posłani. Wydaje się im, że nie wszystko pokazują i wiele nie wychodzi na zewnątrz. Mylą się. Brak miłości, porozumienia, modlitwy jest widoczny. Nie buduje wiary. Jeżeli jeszcze do tego unika się głoszenia, to trudno mówić o zaszczepieniu wiary. Dlaczego np. nie mówić krótkiej homilii no każdej Mszy świętej?

Nadzieja 
Kiedy pojawia się wiara, zostaje wystawiona na wiele przeciwności. Wystawiona jest też na oczyszczenia. Kiedy człowiek wzrasta w wierze, pojawiają się wątpliwości. Jeśli jest uczciwy intelektualnie – szuka w modlitwie, Biblii i mądrych książkach. Pierwszym aktem nadziei jest modlitwa. Byłem na piątym roku seminarium. Jakoś tak ciągle „pod górkę”. Pojechałem do rodzinnego domu. Moja siostrzenica miała chrzest. Przyjechałem do Lublina i ktoś ukradł mi plecak. Miałem tam m.in. laptopa, a na nim trzy rozdziały pracy magisterskiej i niemal cały klerycki majątek. Najpierw – pierwszy odruch – przeklinać. Później pomyślałem, że trzeba się pomodlić o nawrócenie dla złodzieja. Szczerze i całkiem długo modliłem się w intencji nawrócenia złoczyńcy. Po modlitwie na przyszłość popatrzyłem z nadzieją. 
Innym razem (w tym samym roku) myślałem poważnie o zmianie zakonu. Spotkałem wtedy człowieka, który miał w najbliższą sobotę wziąć czwarty w swoim życiu ślub. Twierdził, że jego pierwsza żona miała najmniej wad i najbardziej żałuje pierwszego rozstania. Znowu gorliwiej się modliłem i wróciła nadzieja – spojrzenie w przyszłość z oczekiwaniem, że będzie dobrze. 

Miłość
Kto kocha, ten wymaga. I nie boi się – jak Piotr pod Cezareą – że ludzie odejdą. Konkretne wymagania stawia przed nami Bóg. Konkretne – dla wielu trudne – wymagania są dla tych, którzy chcą żyć sakramentalnie. Jako michalici w sposób szczególny mamy docierać do młodzieży, by dzielić się wiarą. Dzielić możemy się tylko wtedy, gdy ją w sobie budujemy.

Kto czym żyje, tym się później karmi. Ci, którzy karmią się telewizją, kolorowymi magazynami, meczami w każdy dzień, to również będą chcieli się tym dzielić. Bo nic innego nie mają.

Młodzi chcą słuchać, ale jak ludzie sprzed 2000 lat, przy cudzie – obok głoszenia – łatwiej „załapią”. Musi być haczyk, który załapie, a później zbuduje wiarę. Wyraźny cud moralny. Później pomóc w budowaniu nadziei i poczekać na budowę miłości, która zmierza do komunii. „Ja siałem, Apollos podlewał, lecz Bóg dał wzrost” (1 Kor 3, 6) – tak pisał św. Paweł. Do dzisiaj nic się nie zmieniło!
 

Podobne artykuły