Dotarliśmy, znaleźliśmy i serce zatańczyło

facebook twitter

25-12-2018

Jakże szarpał struny duszy brewiarzowy hymn Adwentu: „Pragniemy Ciebie, jak ziemia spalona pragnie deszczu, by ją nasycił i nowym życiem obdarzył… Szukamy Ciebie, jak łania pragnie chłodnej wody ze strumienia, by się napoić i siły odzyskać na dalszą drogę… Czekamy, Panie, na Ciebie jak nocne straże na świt czekają (siedząc w konfesjonale dodawałem w duchu: jak spowiednik w Adwencie czeka na ostatniego penitenta). Łakniemy Ciebie jak głodny łaknie chleba…” I oto nasze pragnienie się spełniło! Znaleźliśmy, doczekaliśmy się! Stajemy przed Dzieciątkiem – oniemiali, i jak Jan zatańczył w łonie Elżbiety, odczuwając bliskość Pana, tak nasze serca tańczą z radości przeżywając to spotkanie.

Z daleka słychać anielskie nawoływanie: „Dzisiaj narodził się wam Zbawiciel, którym jest Chrystus Pan! Radujcie się i pójdźcie oddać Mu pokłon”. Jak to „dziś”? Czy to nie było dwa tysiące lat temu? Święty Jan Paweł II, rozważając dzisiejszą uroczystość, mówił: „Tajemnica nocy betlejemskiej trwa bez przerwy. Napełnia ona dzieje świata i zatrzymuje się na progu każdego ludzkiego serca. Chociaż świat Go nie poznaje – jest! Chociaż swoi Go nie przyjmują – przychodzi. Chociaż miejsca nie było w gospodzie – rodzi się”.

W tę niepowtarzalną noc pytam siebie: co mam czynić, jak się zachować, aby nie zmarnować szansy spotkania z Bożą Dzieciną? Od pasterzy uczę się postawy adoracji, bo bez nie nie ma prawdziwie religijnego przeżycia. Adoracja ta jest nade wszystko postawą kolan, które uginają się przed tajemnicą Wcielenia. Pascal wyznawał publicznie: „Czym więcej poznaję, tym więcej klękam”. Dzisiaj wobec takiej świętości nie można nie uklęknąć. A czy można świętować bez radości, na smutno? Wiem, pamiętam: górnicy, których zwęglone ciała wciąż tkwią w głębokościach czeskiej kopalni w Karwinie, setki ofiar porwane przez wodne odmęty w Indonezji. A jednak „nad mieszkańcami kraju mroków zabłysło światło. Pomnożyłeś radość, zwiększyłeś wesele. Rozradowali się przed Tobą”. Podzielmy się radością z innymi! Nawet jeśli zewnętrznie nie zawsze łatwo ją okazać, to w sercu powinien zagościć pokój. Święta Teresa z Lisieux podkreślała, że radość tkwi nie w rzeczach, ale w głębi naszej duszy. Zatem nie chodzi tu o radość związaną z naszym nastrojem, ale wynikającą z faktu obecności Boga wśród nas.

Jest jeszcze jedna rzecz, o której trudno zapomnieć w tym roku. Niewiele ponad miesiąc upłynęło od dnia, w którym dziękowaliśmy Wszechmogącemu Bogu, Panu dziejów, za naszą Ojczyznę, wspominając setną rocznicę odzyskania przez nią niepodległości.

Kilka godzin temu wstaliśmy od wigilijnych stołów, niezłe samochody pozwoliły nam przyjechać na Pasterkę, świętujemy Boże Narodzenie! – te dni pełne radości, przeżywane w ciepłej, rodzinnej atmosferze, zgodnie z wszelkimi tradycjami, ze stołem uginającym się od jedzenia i prezentami pod choinką. Umiejmy to docenić i być pokornie wdzięcznymi! Niech nie zgubi nas sytość. Niech dostatek nie uczyni naszych serc pysznymi i zadufanymi w sobie. Bo dziesiątki lat temu wielu naszych rodaków musiało te jedne z najpiękniejszych dni w roku przetrwać na zesłaniu, z dala od Ojczyzny. Przejmujące są świadectwa, które o tym mówią: Matka przygotowała stół wigilijny, położyła na sąsieku walizkę i przykryła białym obrusem. Nie było opłatka, więc połamaliśmy się czarnym, przydziałowym chlebem. Czarny chleb był też jedynym daniem wigilijnym. Musiał zastąpić 12 tradycyjnych dań. Nadchodzące Święta Bożego Narodzenia przywołały falę wspomnień. Tym razem jednak nie odczuwaliśmy zwykłego nastroju radości, towarzyszącego tym uroczystym dniom. Pierwsza Wigilia na obczyźnie, tysiące kilometrów od rodzinnej ziemi, w strasznym, niegościnnym kraju, przepojona była nieopisanym smutkiem – wspomina jedna z kobiet, której udało się przetrwać tę „krainę powolnego konania”.

A co powiedzieć o Bożym Narodzeniu przeżywanym przez jeńców Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa? Dla nich ta pierwsza wojenna wigilia na „nieludzkiej ziemi” okazała się ostatnia. Trudno znaleźć bardziej wstrząsające zapisy Świąt Bożego Narodzenia niż te, które opublikowano w książce „Pamiętniki znalezione w Katyniu”, tym bardziej że my wiemy, co się stało trzy, cztery miesiące później. Kapitan, którego nazwiska nie udało się odczytać, zwierza się swojemu pamiętnikowi: Pokój mój: 40 kolegów – dzielimy się opłatkiem, a całą duszą i sercem rwie się każdy z nas do najdroższych. Północ, zasypiałem, gdy zbudził mnie dyskretny, cichy chór kolegów, tak piękny i tęskny, i rzewny, że znów ze wszystkich pryczy rozległ się tłumiony szloch, w którym czuć tęsknotę, rozpacz i własną straszną niemoc.

Pozostańmy wolni w Chrystusie.

Piszę te słowa w miejscu, w którym tak łatwo odczuwa się bliskość bł. Bronisława Markiewicza. Bez trudu wyobrażam sobie, jak wpatrując się w betlejemski żłóbek, czując na plecach (może ornacie?) oddech, miłość i kolędowy śpiew dziesiątek swoich duchowych dzieci, modlił się ze zwilgotniałymi oczami: „Jezu, Tyś wszystko moje. Oddaję się Tobie na służbę najzupełniejszą. Im większe ubóstwo i niedostatek – tym lepiej dla mnie. Tyś moim skarbem jedynym”.  

Miejsce Piastowe, Boże Narodzenie 2018