Skała

Zastanawiałem się, czy napisać ten tekst. „W sumie niczego odkrywczego nie masz do przekazania” – pomyślałem. Fakt. Z drugiej strony czasem warto przypominać rzeczy oczywiste, żeby się utrwaliły. A skoro, mimo wszystko natchnęło mnie w tym kierunku, z Duchem Świętym nie będę dyskutować.

W tym roku, dzięki Bogu oraz… kreatywności moich dzieci, mieliśmy możliwość spędzenia urlopu wakacyjnego w zróżnicowanych okolicznościach przyrody: kilka dni nad morzem, a  następnie niemal od razu, tydzień w górach.

Jako że pogoda dopisała (o niej być może w innym wpisie w innym czasie), trochę plażowaliśmy. Często bawiłem się z moimi dziećmi w piasku. Budowaliśmy babki, usypywaliśmy zamki i wieże. Kopaliśmy fosy, tunele. Zdarzało się jednak, że nie ukończyliśmy jeszcze naszego projektu, a już musieliśmy rozpoczynać pracę od nowa. Nagle i niespodziewanie przychodziła bowiem jedna większa fala i bezlitośnie zabierała do Bałtyku owoc naszego trudu. Dzieci na szczęście nie złościły się. Czasem może było im żal, gdy spienione fale pochłaniały ich nieukończony rysunek na piasku; bardziej była to jednak dla nas dobra zabawa. „Tak już jest z budowaniem w piasku” – tłumaczyliśmy sobie uśmiechnięci.

Kilka dni później eksplorowaliśmy tatrzańskie szlaki. Zdarzało się, że mój najmłodszy syn nie miał już siły i skarżył się na bolące nogi; musiałem wówczas wziąć go na barana. Były momenty (np. gdy u początku zejścia z Kasprowego Wierchu), gdy czułem się nieswojo. Nachylenie terenu było spore, dlatego szedłem bardzo uważnie (jeden błędny ruch, upadek i obaj moglibyśmy się porządnie potłuc). Już po chwili byłem jednak spokojny; każdy kolejny krok dawał mi co raz większe poczucie bezpieczeństwa. Kamienne schody, usypane z głazów, były bowiem twarde i nieruchome; dawały pełne oparcie w naszej „ekstremalnej” wędrówce.

Ostatniego dnia pobytu udałem się z rana w jednoosobową wyprawę na Giewont. Kiedy pokonywałem kolejne schody-głazy, kiedy wspinałem się po skałach i gdy trzymałem w dłoniach łańcuchy u szczytu góry, rodziła się we mnie refleksja. Krótki, ale wymowny obraz. Zestawienie piasku, który jeszcze kilka dni temu przelatywał mi przez palce, z którego ledwo udawało mi się ulepić babę… kruchego, niestabilnego, ulotnego, ze skałą – nieruchomą, twardą i nieustępliwą. Przypomniałem sobie wówczas poniższy fragment Pisma Świętego. Odkryłem, że jak każda przypowieść, tak i ta, chociaż słyszana wielokrotnie, potrafi przemawiać do serca w różnych sytuacjach na nowo i na różnych poziomach.

Zamknij teraz na chwilę oczy, wyobraź sobie piasek – może na plaży, może w piaskownicy lub na budowie (niech to będzie Twoje wspomnienie). Następnie pomyśl o skale (może w górach, a może gdzie indziej). A teraz przeczytaj poniższy fragment.

Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a wielki był jego upadek. (Mt 7, 24-27).

Piękne, prawda? Trzeba przyznać, Jezus wiedział o czym mówi. Żyjmy tak!

Inne artykuły autora

Prawda

Kafarnaum

Cud nad Wisłą 2018