Prawda

W dniu wczorajszym obchodziliśmy liturgiczne wspomnienie błogosławionego ks. Jerzego Popiełuszki. Dla mnie jest to szczególny święty. Wybrałem go nawet na swojego patrona przy Bierzmowaniu (chociaż jego proces beatyfikacyjny nie był wówczas jeszcze zamknięty). Przyznaję: nie pamiętam czasów PRL, za młody byłem. Mimo to, już od czasów licealnych czułem szczególną sympatię do niego. Sympatia to złe słowo. Raczej podziw i szacunek. Dlaczego? Bo on zawsze mówił prawdę. Pozostał jej wierny do śmieci. Nazywał rzeczy po imieniu. Bez kombinowania, tak po prostu.

Nie trzeba znać całego szerokiego kontekstu jego życia, wszystkich niuansów historycznych, chronologii zdarzeń itd. aby docenić osobę dzisiejszego błogosławionego. Najważniejsze, że ksiądz Popiełuszko, niezależnie od okoliczności, zawsze mówił prawdę. Nieważne, że mógł się tym narazić władzy. Nieważne, że w tamtych czasach było to niewygodne, niebezpieczne. Nieważne, że grożono mu śmiercią. On głosił prawdę. Musiał. Nie dlatego, że szukał samospełnienia, czy popularności; ksiądz Jerzy był bardzo skromnym człowiekiem, nielubiącym zgiełku i tłumów. Musiał mówić prawdę, bo nauczył go tego jego Nauczyciel: w fundamentalnych sprawach zero kompromisów. Stając w prawdzie trzeba mówić, jak jest, trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Prawda była najważniejsza. Za Prawdę ks. Jerzy umarł.

Myślę, że postać błogosławionego ks. Jerzego jest dla nas nie tylko przykładem, ale przede wszystkim WYZWANIEM. Ile razy bowiem w imię swojej wygody, nie mówimy całej prawdy? Jak często w imię źle rozumianej dyplomacji, nie nazywamy rzeczy po imieniu? Myślę, że za często.

Koleżanki z pracy planują wspólny udział w Czarnym Proteście (pikieta na rzecz aborcji). Dobra przyjaciółka mieszka z chłopakiem bez ślubu. Znajoma narzeka na Kościół, a księży nazywa złodziejami. Kolega z klasy robi huczną imprezę urodzinową w piątek. Ktoś ze znajomych umieścił na Facebooku post, wyśmiewający wiarę. Niewierząca koleżanka, poproszona o bycie chrzestną, chce podrobić podpis pod zaświadczeniem spowiedzi. Biznesowy obiad w Środę Popielcową – na stole soczysty stek. To kilka przykładów. Chciałoby się wstać i krzyknąć „W imię Jezusa Chrystusa, NIE!”. A mimo to siedzimy cicho. Ze strachu? Dla wygody? Z dyplomatycznych pobudek? A może z miłości do bliźniego? Ja sam często czuję się zagubiony; poszukuję właściwej drogi. Z jednej strony chcę świadczyć o Prawdzie, z drugiej nie chcę kogoś urazić, sprawić komuś przykrości…

Fakt, czasami kierujemy się miłosierdziem, troską o uczucia drugiego człowieka.  Nasze intencje mogą być dobre; pytanie jednak czy w sprawach fundamentalnych wolno nam milczeć? Ksiądz Popiełuszko uczy nas, że zło trzeba zawsze nazywać złem. I to wcale nie wyklucza bycia miłosiernym! On, choć potępiał niesprawiedliwy system, zawsze dbał o to, by nie odmawiać godności i szacunku jego urzędnikom. Jeszcze na dzień przed śmiercią podszedł do funkcjonariuszy SB, którzy cały czas byli w samochodzie pod jego domem i w zimną noc poczęstował ich gorącą herbatą[1]. Piękne.

Panie Boże, dziękujemy Ci za przykład błogosławionego Jerzego. Naucz nas być Twoimi prawdziwymi świadkami w świecie. Naucz nas rozpoznawać dobro i zło, i nigdy nie pozwól, byśmy w imię poprawności politycznej, zacierali te granice. Naucz nas, w Twoje imię, nazywać rzeczy po imieniu. Prowadź nas. Uświęć nas w prawdzie, Słowo Twoje jest prawdą[2]. Amen. Błogosławiony Jerzy, módl się za nami!


[1] https://ipn.gov.pl/pl/aktualnosci/41672,Wystawa-o-Blogoslawionym-Jerzym-Popieluszce-w-Sejmie-RP-27-wrzesnia-2-pazdzierni.html

[2] J 17,17.

Inne artykuły autora

Prawda

Kafarnaum

Cud nad Wisłą 2018