Pierworodny syn szatana

Czasy apostolskie wydawać nam się mogą odległe i mało ciekawe. Jednak im bardziej zgłębimy myśl i pisma starożytnych tym lepiej zrozumiemy, że nie brakowało tam ludzi nietuzinkowych i takich, którzy w obronie prawdy nie szczędzili ostrych słów. Ostatnio zapoznając się z pismami św. Ireneusza z Lyonu, natrafiłem na opis krótkiej historii, której głównymi bohaterami byli heretyk Marcjon i Święty Polikarp. Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że prawda domaga się czasami bardzo cierpkich słów.

Zanim jednak o przeczytanej historii, słów kilka o samym Marcjonie. Był to dziwny człowiek, a jednocześnie syn całkiem porządnego biskupa. Nie poszedł jednak w ślady ojca, a nawet w pewnym momencie ojciec ekskomunikował go publicznie. Dorobił się sporego majątku i jako armator miał okazję do poznania różnych kultur i poglądów. W swojej światowości postanowił podjąć próbę wyjaśnienia tego, w jaki sposób wygląda sprawa walki dobra ze złem. Inspirując się wierzeniami z terenów obecnego Iranu, stwierdził, że Jahwe w Starym Testamencie to nikt inny jak zły demiurg, któremu zależy na krzywdzeniu ludzi i wykorzystywaniu ich poprzez zdeprawowany świat. Jezus natomiast to zupełnie inny Bóg, który przez swoje miłosierdzie i łaskawość toczy nieustanną walkę z demiurgiem. Marcjon przy tym był w pewnym sensie antysemitą i uważał, że hebrajskie księgi Pisma Świętego nie są natchnione, a za godne uwagi uznał jedynie Ewangelię według św. Łukasza i kilka Listów św. Pawła. W swoim heretyckim myśleniu odwoływał się do gnozy i sprawił niemały zamęt w Kościele tamtych czasów. Przekonany o swojej sprawiedliwości i poznaniu prawdy pojechał do Rzymu w poszukiwaniu nowych wyznawców wśród chrześcijan. Nie spodziewał się jednak spotkania z pewnym biskupem, który bez ogródek powiedział mu, co o nim myśli.

Do zdarzenia doszło na jednej z ulic Wiecznego Miasta. Marcjon rozpoznał przechodzącego obok biskupa Smyrny – Polikarpa, który przybył do papieża w celu ustalenia dnia świętowania Wielkanocy. Zachwycony jego obecnością Marcjon z entuzjazmem zagadnął do niego: Czy poznajesz mnie, drogi Ojcze? Na to Polikarp odparł bez skrupułów: Oczywiście, że cię znam, pierworodny synu szatana!

Jak widać prawda dla ludzi pierwotnego Kościoła nie znosiła światłocieni. W obronie wiary i świętego depozytu nazywali sprawy po imieniu. Nieszczęsny Marcjon musiał zmierzyć się z brutalną prawdą o swoim nauczaniu. Ciekawe tylko, jaka była jego mina, gdy usłyszał brutalną prawdę o swoich poglądach.

Wspomnienie św. Polikarpa obchodzimy 23 lutego.

Inne artykuły autora

Bóg moim domem

Ave Maria czy Ewa Maria?

Słodkie jarzmo