Myśli o cierpieniu

Wielki Post i rozważanie męki Pana Jezusa w sposób nieunikniony kierują moje myśli ku problematyce cierpienia. Wiem, że moje poszukiwania nie zakończą się definitywnym określeniem celu i słuszności ludzkiego cierpienia, ale też nie o to w tym wszystkim, chodzi. W głębi serca jestem bowiem przekonany, że nie chodzi tylko o zrozumienie cierpienia, ale być może przede wszystkim o jego wyrażanie. Tylko tak wejdziemy w tajemnicę cierpienia Boga i ludzkości.

Zanim jednak o cierpieniu, słów kilka o poezji. Za każdą kolejną próbą odkrywam, że poetą trzeba się urodzić i nie jest to jedynie kwestia wyboru lub doskonalenia umiejętności. Niestety, poetą nie jestem. Nie zmienia to jednak faktu, że właśnie w poezji często szukam inspiracji. Sięgam po największych. To tam zaczynam zauważać, że nie wszystko da się wyrazić wprost. Dla mnie, jako człowieka racjonalnego i mocno stąpającego po ziemi, wydaje się to pewnym paradoksem. Stwierdzam bowiem, że trzeba mieć dużo głębszy dostęp do siebie samego niż tylko analiza rozumowa. Dusza ludzka posiada różne „władze”, dlatego poznawanie jej jedynie od strony rozumu, byłoby redukowaniem jej i odarciem z tego, co najpiękniejsze.

Tutaj dochodzimy do wiersza Czesława Miłosza Walc z tomu Ocalenie. Sam wiersz można poddawać wnikliwej interpretacji, gdyż stanowi on niesamowitą wyrocznię czasów, gdy nad światem zawiśnie czarna chmura totalitaryzmów: hitlerowskiego i stalinowskiego. Czytelnik, patrząc na tragiczne sceny zesłanych i katowanych, natrafia wreszcie na taki oto fragment: Rozumiesz. Jest taka cierpienia granica, Za którą się uśmiech pogodny zaczyna, I mija tak człowiek, i już zapomina, O co miał walczyć i po co.

Jakże wymowny wydaje się obraz człowieka uśmiechającego się pod wpływem własnego cierpienia. Ktoś mógłby nawet pomyśleć, że to początek obłędu. Nic bardziej mylnego. W cierpieniu świadomość człowieka wzrasta. Przestaje patrzeć na świat oczami iluzorycznych pragnień i zachwytów, a zaczyna doświadczać, czym są zło i jego skutki.

Przypomina mi się oblicze Chrystusa ukrzyżowanego z Asyżu. W 1630 roku Innocenzo z Palermo wyrzeźbił krucyfiks, który w zależności od kąta patrzenia zmienia wyraz twarzy Chrystusa. Raz wydaje się radosny, w innym ujęciu bolesny, aż wreszcie uderza nas agonalny grymas twarzy Jezusa. Cierpienie ma bowiem różne oblicza i nie da się go zamknąć tylko w jednej perspektywie. To właśnie dlatego także w naszym doświadczeniu cierpienia zmagamy się z jego różnymi perspektywami. Nie raz doświadczamy jego bezsensu. Zaraz potem doceniamy jego wartość wynagradzającą. Aż wreszcie zdarza się, że cierpienie nabiera mocy wyzwalającej.

Tak jak dla Chrystusa cierpienie było smutkiem i radością, tak również dla nas pozostaje wielowymiarowym doświadczeniem, dzięki któremu widzimy lepiej, słyszymy wyraźniej i kochamy mocniej.

Inne artykuły autora

Bóg moim domem

Ave Maria czy Ewa Maria?

Słodkie jarzmo