18

MARZEC

„Kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”

W piątą niedzielę Wielkiego Postu zasłaniamy krzyże w naszych kościołach. Odsłonimy je w uroczystej formie podczas Liturgii Wielkiego Piątku. W przeżywaniu tej niedzieli pomaga nam dzisiejsza liturgia i słowa z Ewangelii św. Jana, które będą przedmiotem naszego rozważania: „Jeśli ziarno pszenicy, wpadłszy w ziemię, nie obumrze, zostanie samo jedno, ale jeśli obumrze, przynosi plon obfity” (J, 12, 24) oraz „kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 25).

Ziarno, o którym mowa ma wpaść w ziemię i obumrzeć. Słowo w j. greckim piptō – przetłumaczone w j. polskim jako wpaść oznacza także: zstąpić z miejsca wyższego na niższe, położyć się twarzą do ziemi, niszczeć tj. dochodzić do swego kresu oraz rozkładać się. Z kolei czasownik apothnēskō – umrzeć/obumrzeć – można także przetłumaczyć jako zgnić po wsianiu. To „gnicie” staje się jasne w połączeniu z ziarnem, które gnije, rozkłada się, a potem na wiosnę wykształca zielone łodygi i w końcu w okresie żniw przynosi obfity plon. W tym właśnie kontekście należy odczytywać kolejny fragment o tym, że „kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne” (J 12, 25). Nienawidzący życie, po grecku: mison ten psychen, oznacza, że nikt i nic nie może stanąć na naszej drodze do Boga. Dodalibyśmy: nawet za cenę zgnicia, wrzucenia w ziemię czy rozkładu.

Tych fragmentów nie należy rozumieć przewrotnie. Kiedyś do pewnego kapłana, po homilii, w której tłumaczył to zdanie, podszedł młody człowiek. Ale ów fragment zrozumiał przewrotnie. Był w kiepskim stanie. Jego doświadczenia życiowe sprawiły, że dosłownie chciał zgnić, bowiem jak twierdził, nienawidził swojego życia. Chciał popełnić samobójstwo i już wszystko zaplanował; wyjazd w góry, a potem rzucenie się w dół, w taki sposób i w takim miejscu, aby nikt go nie znalazł. Ów kapłan był przerażony tym spotkaniem. Jednak Pan Bóg nie zostawia swoich, gdy czegoś potrzebują. Nagle przypomniała się owemu księdzu scena ewangeliczna, w której szatan kusił Jezusa, aby rzucił się z góry w dół (Mt 4, 5-7). Podczas tej próby Jezus pokonał tę pokusę przez kategorycznie wypowiedziane słowa: „Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego” (Mt, 4,7). Kapłan opowiedział ten fragment biblijny owemu młodemu człowiekowi.

Nie chodzi tu zatem, jak mówi św. Augustyn o czyny ludzi złośliwych i przewrotnych, którzy rzucają się w ogień, topią, rzucają w przepaść i giną. Ani też nie chodzi o samowolne poszukiwanie sytuacji, w których każdy z nas wpada w ziemię, obumiera, gnije i ma życie w nienawiści. Każdy z nas przeżywa chwile, które porównać może do owego ziarna gnijącego w ziemi.

Są wśród nas, coraz liczniejsi chrześcijanie, którzy – cytując św. Augustyna – znajdują się w sytuacji, że muszą albo wystąpić przeciw Bogu, albo zejść z tego świata, bo prześladowca, grożąc śmiercią, zmusza ich do wybrania jednego z tych dwu rozwiązań. W takich okolicznościach trzeba wybrać śmierć, a nie życie, ze względu na miłość Boga.

Warto w kontekście odzyskania przez Polskę niepodległości przypomnieć pewne wydarzenie z naszej historii, kojarzące się z ziarnem, które wpadło w ziemię i obumarło oraz łączące ze słowami: mieć w nienawiści swoje życie. Mowa tu o św. Jadwidze, królowej, która w wieku 25 lat rozstała się z tym światem. Dlaczego? Jadwiga przez wiele lat starała się o potomstwo z poślubionym Władysławem Jagiełłą. Niestety nie mogli mieć dzieci. Ona sama stała się obiektem kpin i plotek na ówczesnych europejskich dworach. Upokarzano ją i sztucznie rozdmuchiwano wieści o jej bezpłodności. Przy tym często przywoływano charakterystykę Jadwigi, napisaną przez pewnego opata, który użył w niej słów: „ale ona jest bezpłodna i bezdzietna”. W języku średniowiecza oznaczało to, że Jadwiga to: publiczna grzesznica, napiętnowana przez Boga, ukarana za jakieś tajne grzechy.

Gdy na przełomie 1398/1399 r. Jadwiga oznajmiła Jagielle, że spodziewa się potomka, sam król wpadł w taki zachwyt, że zaczął rozsyłać na wszelkie możliwe dwory zaproszenia na chrzest swojego pierworodnego dziecka. Nie omieszkał przy tym dobrać godnego ojca chrzestnego i przez specjalne poselstwo poprosił papieża Bonifacego IX, aby ten przyjął królewską propozycję. Papież podzielił radość Jadwigi i Władysława, odpowiedział pozytywnie na prośbę i polecił, aby dziecko jako drugie imię, w zależności od płci, nosiło: Bonifacy lub Bonifacja.

Jadwiga jednak nie podzielała entuzjazmu męża. Na prośbę Jagiełły, aby przyozdobiła swoją komnatę, gdy nadjeżdżać będą poselstwa z zamiarem składania darów w dniu narodzin dziecka, stanowczo odmówiła. W liście do Jagiełły odsłoniła tajniki swojej duszy: „Dawno wyrzekłam się przepychu tego świata i nie chcę z niego korzystać. W niebezpieczeństwie śmierci, która często występuje przy porodzie, Panu Bogu, który mnie uwolnił od hańby bezpłodności i obdarzył macierzyństwem, chcę się podobać nie w blasku drogich kamieni i złota, ale w pokorze i łagodności”.

22 VI 1399 r. urodziła dziewczynkę Elżbietę Bonifację. Niestety rokowania na przeżycie dziecka były nikłe. Z niepokojem spoglądano także na samą Jadwigę. Nie spełniły się marzenia Jagiełły o wielkich i hucznych chrzcinach. Zaraz po urodzeniu, bez żadnej pompy, dziecko ochrzcił bp Piotr Wysza. Trzy dni później Elżbieta Bonifacja zmarła. Stan zdrowia matki także się pogarszał. Jak pisał Długosz: „Kiedy choroba jej znacznie się wzmagała, opatrzona Najświętszym Sakramentem na drogę wieczności i olejem świętym namaszczona, pobożnie i religijnie jak na chrześcijankę przystało w samo południe rozstała się z tym światem”.

Jagiełło, wbrew temu co się potem mówiło, boleśnie przeżył śmierć swojej żony. Pomimo, że po śmierci był żonaty trzykrotnie, to do końca swojego życia nosił na palcu pierścień, który podarowała mu Jadwiga. Ona sama przez cierpienia niejako wpadła w ziemię jak ziarno i wydała plon stokrotny.

Przyzywajmy wstawiennictwa św. Michała Archanioła, aby wspomagał nas w naszych codziennych walkach „umierania dla Chrystusa”.

Prosimy Matkę Bożą Bolesną, która w piecie, trzymając martwe ciało Chrystusa, nie straciła wiary, ale słuchając słów swojego Syna, rozważała je w swoim sercu, aby wspomagała wszystkie matki, które utraciły swoje dzieci, w nadziei na spotkanie z nimi w Królestwie Chrystusa. Amen.

Inne artykuły autora

„Ci zaś, którzy przechodzili obok, przeklinali Go, potrząsali głowami”.

„Kto nienawidzi swego życia na tym świecie, zachowa je na życie wieczne”

Jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni tak trzeba, aby wywyższono Syna Człowieczego