26

CZERWIEC

Jan Chrzciciel, CR7 i Ty

Trudno nie zauważyć, że od ponad tygodnia w Rosji rozgrywany jest mundial. Informacje o tej imprezie atakują nas ze wszystkich stron. Jednym z wiodących piłkarzy mistrzostw jest Portugalczyk Cristiano Ronaldo. W tym roku w jego ojczyźnie ukazała się biografia Marii Dolores dos Santos Aveiro „Mãe Coragem”, czyli mamy CR7. Ujawniła ona, że bezskutecznie próbowała dokonać aborcji, kiedy była w z nim w ciąży. Tę dramatyczną decyzję podjęła, ponieważ miała już wówczas trójkę dzieci, pracowała od świtu do nocy, a jej mąż był często nieobecny w domu. Lekarz, któremu opowiedziała o swej sytuacji, odmówił wykonania aborcji i dodał, że to dziecko da jej wiele radości. Potem próbowała jeszcze sama jej dokonać domowym sposobem.

„Gdy nic nie pomogło, powiedziałam sobie, że skoro Bóg chce, to niech to dziecko się urodzi” – wyjawiła Dolores, przyznając, że jedynym powodem, dla którego chciała pozbyć się dziecka, był strach przed tym, że tragiczna sytuacja ekonomiczna jej rodziny jeszcze się pogorszy.

Jan Chrzciciel, którego uroczystość narodzin obchodziliśmy niedawno był dzieckiem bardzo wyczekiwanym. Jego tata przez dziewięć miesięcy żył w milczeniu, aby dojrzeć do tego, kim ma stać się jego syn i kogo ma zapowiadać. W sercu i głowie Zachariasza niczym płód w łonie kobiety dojrzewały wszystkie te prawdy, które wykrzyczał zaraz po tym, jak tylko odzyskał mowę.



Jan Chrzciciel był najlepszą osobą do wykonania misji, która została mu powierzona. Myślę, że Cristiano Ronaldo odczytał swoje powołanie. Jest na swoim miejscu i wykonuje swoją pracę, najlepiej jak umie. Ty również masz „swoje” miejsce na świecie. Miejsce, które przeznaczył dla Ciebie Bóg, abyś uczynił ten świat piękniejszym, a przede wszystkim abyś był sobą. Wcale nie musisz być gwiazdą futbolu, albo znanym lekarzem czy prawnikiem. Być może masz wszystko, żeby być dobrym listonoszem czy ogrodnikiem. Czasami potrzeba trochę więcej niż dziewięć miesięcy, żeby to zrozumieć.

Inne artykuły autora

Lekarstwo

Jan Chrzciciel, CR7 i Ty

Trzmiele, ks. Blachnicki i najlepszy Brat