Dary

Jeszce nie wiem dlaczego i po co, ale kiedyś uroczystość Objawienia Pańskiego spędziłem w dość nietypowym miejscu, bo w Ushuaia, w Argentynie. Okazało się, że ten dzień jest przeżywany całkiem inaczej niż w naszym kraju, zwłaszcza przez dzieci. Maluchy właśnie w ten dzień dostają świąteczne prezenty, które nie wręcza im św. Mikołaj, ale Melchior, Kacper i Baltazar.

Ewangelia pokazuje nam, że Magowie ze wschodu nie przychodzą z pustymi rękami. Małemu Jezusowi i Jego rodzicom ofiarują złoto, kadzidło i mirrę. Ojcowie Kościoła tłumaczą znaczenie tych prezentów, że złoto  należało się królowi, kadzidło Bogu, a mirra człowiekowi.  

Dzisiaj pewnie nikt z nas nie dostanie prezentu jak to bywa w Hiszpanii czy Argentynie. Ale patrząc na ten zwyczaj i biorąc przykład z Mędrców, możemy przyjść do Jezusa z naszym złotem, kadzidłem i mirrą.  

Pewnie nie każdy z nas opływa w złoto. Ale każdy z nas ma coś na wagę złota, czyli czas. Możemy dać Panu Jezusowi trochę więcej czasu, żeby z NIM po prostu być.  
Kadzidło i jego woń oznaczają piękną modlitwę. Myślę, że taka jest nasza rozmowa z Bogiem kiedy nie kończy się na mówieniu, ale za tym wszystkim idzie konkretny czyn: przebaczenia, pomocy, ugryzienia się w język itd..  
Mirrę stosowano często jako lekarstwo, albo lek przeciwbólowy. Możemy zatem ofiarować nasze cierpienia, bóle, trudności. Nasze przeróżne cierpienia mogą naprawdę pomóc wielu osobą i stać się dla nich umocnieniem w ich trudnościach. 

Inne artykuły autora

Chmura

Niemożliwe!?

Głód