Byłem kiedyś jedną komórką!

Biologia ludzkiego życia jest cudem. Ostatnio miałem okazję zobaczyć na zdjęciach drogę prowadzącą do szpitala klinicznego w Katarze. Na pasie oddzielającym dwie strony jezdni znajdowały się kilkumetrowe pomniki pokazujące, w jaki sposób zaczyna się ludzkie życie (od zygoty aż po płaczącego niemowlaka). Byłem zauroczony pomysłem i prostotą wykonania. Wtedy też doznałem olśnienia, które rzuciło nową myśl na temat tego, czym jest kontemplacja.

Oczywiście, nie będę wchodził w szczegóły dotyczące rozwoju embrionalnego człowieka, bo zwyczajnie się na tym nie znam, ale chcę zauważyć pewien fakt teologiczny, który niesie ze sobą bardzo poważne konsekwencje. Otóż w momencie poczęcia nowego życia dokonuje się powtórka z Księgi Rodzaju, kiedy to Bóg w swojej dobroci stworzył człowieka. Ten proces trwa nadal (continuum stwarzania) i w każdej minucie stwarzani są nowi ludzie. Patrząc na małą komórkę początek wydaje się mizerny i wcale nic nie wskazuje, że ta mała komórka nagle zacznie się dzielić. Cudem jest to, że zakodowane ma w sobie już wszystkie cechy osobnicze. Bóg wie, kim jest i kim będzie ten człowiek, który początkowo nie jest większy od 1 milimetra. Całe jego życie zamknięte jest w mikroświecie i to właśnie tam dokonuje się pierwszy „kontakt” człowieka z Bogiem Stwórcą.

Tym właśnie jest kontemplacja. To punkt, w którym doświadczam Stwórcy. Miejsce w mojej duszy, gdzie wszystko staje się jasne, bo tylko tam wiem, kto mnie stworzył i dokąd zmierzam. To właśnie w kontemplacji doświadczam i żyję naprawdę. Zdany na Boga, jak mała komórka, pragnę żyć i rosnąć. Szukam sensu i celu mojego życia. Jednocześnie rodzi się we mnie pewna bezradność wobec Boga i samego siebie. Zdać się muszę całkowicie na Tego, który mnie stworzył i stopniowo się objawia. Już po ujrzeniu świata poza moją mamą, w procesie rozwoju duchowego, staję się człowiekiem coraz bardziej duchowym. Jednak ten początek, gdy byłem jedną komórką, ma zupełnie kluczowe znaczenie. To właśnie dzięki niemu jestem w stanie odkrywać prawdę o sobie, świecie i Bogu. Tkwi w mojej historii pewien poczatek, gdzie Bóg postanowił nazwać mnie swoim dzieckiem i tchnął we mnie nieśmiertelną duszę. Do ostatniego tchnienia będę nosił w sobie cudowny moment soptkania ze Stwórcą.

Inne artykuły autora

Bóg moim domem

Ave Maria czy Ewa Maria?

Słodkie jarzmo