Wiara czyni cuda

facebook twitter

23-08-2018

„Kto nie boi się wierzyć, że się uda? Ja nie! Ja wierzę, wiara czyni cuda” – śpiewa w jednym ze swoich utworów chrześcijański zespół Trzecia Godzina Dnia (kto nie zna, niech posłucha – polecam ten i inne utwory). Wiara czyni cuda. Chcę się dziś z Wami podzielić moim odkryciem związanym z tymi słowami.

Jak każdy doskonale wie, pogoda podczas urlopu jest bardzo istotna. A kiedy na urlop z rodziną udajesz się nad polskie morze, kwestia ta okazuje się wręcz kluczowa. W ubiegłych latach aura nie była dla nas łaskawa. Fakt, zdarzały się ładne, słoneczne dni, ale stałą, coroczną już zasadą była minimum połowa wyjazdu z ulewą i temperaturą poniżej 18 st. Celsjusza za oknem. Frustrujące.

Byłem zły i rozżalony. Chcąc sobie w jakiś racjonalny sposób wytłumaczyć ten przewrotny stan rzeczy, pomyślałem, że… może to jakaś forma kary od Boga? Trzeba bowiem przyznać, że nie miałem do końca czystego sumienia. Nie wnikając w szczegóły, przy organizacji naszych wakacyjnych wyjazdów, dopuszczałem się pewnych nadużyć, które nie pozwalały mi czuć się krystalicznie uczciwym.

Nadeszły wakacje 2018. W międzyczasie w moim życiu dokonało się pewnego rodzaju nawrócenie. Nasz pobyt miał być nieco skromniejszy, ale za to zorganizowany w 100% „po Bożemu”. Postanowiłem też bardziej zaufać. „Niech się dzieje wola Nieba” – pomyślałem, pakując walizki. Obiecałem sobie nie martwić się pogodą; przyjąć wszystko, co nas spotka z wiarą. Pomimo tego… gdzieś w środku, liczyłem na to, że skoro ja jestem w tym roku fair wobec Pana Boga, On na pewno zadba o słońce podczas naszego upragnionego urlopu. Ależ byłem zdziwiony, kiedy już trzeciego dnia naszego pobytu nad morzem, nadeszła gęsta ulewa…

Na szczęście, dzięki łasce Bożej, przypomniałem sobie, że miałem ZAUFAĆ. Nie marudzić, nie narzekać, przyjąć z wiarą, to co mnie spotka. W końcu czym jest zła pogoda przy poważnych problemach tego świata: chorobach, konfliktach, biedzie itd.? A Bóg – przecież wie, co dla nas dobre; nie mogę być mądrzejszy od Niego! Przestałem się smucić deszczem. Zamiast tego nastąpiła krótka rodzinna narada i spontaniczna zmiana planów. Ten dzień, chociaż nie tak jak sobie wcześniej wyobrażaliśmy, spędziliśmy miło i rodzinnie. Wieczorem byliśmy w wyśmienitych humorach i niczego nie żałowaliśmy. I właśnie wtedy to zrozumiałem. Wiara czyni cuda.

Ja wiem, że powyższa opowieść nie dotyczy jakiejś poważnej, życiowej kwestii. Opisana sytuacja uświadomiła mi jednak, jak działa wiara oraz ile szczęścia i pokoju może ona nam dać na co dzień – i w tych błahych sytuacjach, i przy poważnych zawirowaniach. Moje wcześniejsze myślenie było magiczne. Chciałem, żeby wiara (czyt. postępowanie według przykazań) zagwarantowała mi określone dobro (w tym wypadku pogodę). Uświadomiłem sobie, że było to płytkie i niedojrzałe. Wiara to nie magia! Nie zapewni zdrowia i bezproblemowego życia. Nie zmieni, niczym za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, mojej pracy czy ludzi, z którymi na co dzień obcuję. Zrozumiałem, że wiara nie zawsze zmienia rzeczywistość w widoczny, obiektywny sposób, ZAWSZE jednak subiektywnie. To, że wierzę, że staram się być blisko Boga, nie sprawi, że nie będę miał zmartwień, że nie będę chorował... Ale… to, że wierzę sprawia, że moje życie zyskuje nową optykę. To, co obiektywnie może być trudne i nie po mojej myśli, zyskuje nowy wymiar, nabiera sensu w Jezusie. Wierzę, więc otwieram się na działanie Boga w moim życiu. Przyjmuję to, co mi daje każdego dnia. Oddaję mu moje zmartwienia, wątpliwości i ufam. Dzięki wierze nawet brzydka pogoda może być błogosławieństwem. Dzięki niej, nawet szara rzeczywistość może nabrać pięknych, żywych barw. Prawdziwe cuda! Warto wierzyć.