Umiłowanie Ojczyzny

facebook twitter

29-01-2019

Nie potrafimy zliczyć dobra, które święci wnoszą w dzieje swojego narodu, jak też ukazać zła spowodowanego przez grzesz­ników. I zło i dobro mają długi żywot, o wiele dłuższy niż ludzie, którzy je posiali. Ale w szczególny sposób Bóg ochrania pracę świętych. Zapewnia jej owocowanie przez długie stu-, a nawet tysiąclecia. A chodzi Bogu nie tylko o przydzielenia nagrody świętemu. Jeszcze więcej zależy Mu na żyjących, by mieli dosyć światła. „Módlcie się za mnie, abym został świętym – woła błogosławiony ks. Bronisław Markiewicz, bo gdy brak świętego, robi się ciemno w duszach ludzkich”.

Ten „brak świętego” może powstać także z winy tych, którzy nie chcą go dostrzec. Dzieje Chrystusa są tego oczywistym dowodem. Chrystus nie mógł ocalić swojego Narodu, bo ten nie poznał czasu nawiedzenia, bo nie zrozumiał tego, co zmierzało ku pokojowi i bezpieczeństwu. Dobitnie tę prawdę wyraził Mickiewicz:

„Pan Bóg wybrańcom swoim znak na czole kładnie, Naród, który tych znaków nie widzi – przepadnie”.

W chwilach trudnych, a za taką uznać trzeba chwilę obecną, wypada szukać znaków nakreślonych palcem Bożym na czołach ludzi wielkich i świętych, ludzi, przez których Bóg daje naszemu naro­dowi swoje ojcowskie zlecenie.

Do tych ludzi należał niewątpliwie bł. ks. Bronisław Markiewicz, twórca zakładów wychowawczych dla sierot i opuszczonej młodzieży, założyciel zgromadzeń zakonnych pod wezwaniem św. Michała Archanioła.

Ojczyzna była dla niego przedmiotem szczególnej troski. Kochał ją rozumnie i głęboko. Jako student gimnazjum przemyskiego w roku swojej matury – 1863, zamierzał przekroczyć granicę austriacko-rosyjską i wziąć udział w powstaniu styczniowym.

Spotkanie niezwykłego młodzieńca w Przemyślu, który przepowiedział przyszłość Polski, zmieniło jego plany. Nawiązując do tego wydarzenia, po latach będzie wołał: „Polacy! Zaklinam was na Boga, na rany Zbawiciela, na Matkę Boską Królową Polski, Ojczyznę miłą, zaklinam was w imieniu rozumu zdrowego, powstrzymajcie się przynajmniej przez 9 nadchodzących lat od wszelkiej polityki zewnętrznej, a natomiast oddajcie się z całą siłą pracy wewnętrznej. Zaprzestańcie walki na polach bitew, a oddajcie się bojowaniu cichemu, a znojnemu na każdy dzień. Bóg chce, abyście wiedli każdy na swo­im odcinku bój bezkrwawy”.

Spotkanie z młodzieńcem zdecydowało o jego kapłaństwie. Otrzymał święcenia kapłańskie w Przemyślu w 1867 r. Przyjął je jako niezwykłe wyróżnienie i zarazem jako odpowiedzialny obowiązek. Przyjął je z myślą także o swoim narodzie. „Jedynie przez Chrystusa – pisze – naród nasz był kiedyś sławny między narodami i jedynie przez Niego może odzyskać swoją wielkość. Nawróćmy się tedy raz do Pana i naprawmy wszystko w Chrystusie. Chrystus jest kamieniem węgielnym, na którym należy oprzeć wszelką budowę”.

Z kim Polska ma trzymać? – zapytywał. Z Bogiem – padała odpowiedź – gdyż wszyscy inni ją opuszczą lub zdradzą.

Wychowany – jak sam mówi – na Skardze, obejmuje gorącym sercem nasz wspólny dom – Ojczyznę. „Gdy okręt tonie – wołał Skarga – głupi tylko ratują swoje tłumoczki, mądrzy śpieszą na ratunek wspólnej sprawie”.

A okręt był już rozbity i groźne chmury zawisły nad biologicznym życiem Polski. Widział je błogosławiony Bronisław. Szukał sposobu zażegnania burzy: „Gdy wzbierać zacznie – wołał – groźna nienawiść mas, nie mówcie do nich po grecku i łacinie, bo jedynie język miłości zaimponować im może”.

I tym językiem, językiem miłości, nauczył się władać biegle. Posługiwał się nim przez całe swoje życie. Będąc jeszcze klerykiem w seminarium, organizował spotkania z dziećmi na pastwiskach, by je pouczać o Bogu. Jako wikariusz katedry przemyskiej docierał z ciepłą strawą do ludzi dotkniętych cholerą, niósł słowa
rozgrzeszenia i pouczenia więźniom, od najwcześniejszych godzin siadywał w konfesjonale i rozdawał łaskę przebaczenia.

Jako proboszcz w Błażowej chronił ludność trudniącą się tkactwem przed wyzyskiem pośredników, skutecznie likwidował pijaństwo i bójki na weselach. A w końcu oddał swoje życie sierotom, tocząc dziwny bój o miejsce przy nich wzgardzone. „Któż by – pytał – chciał walczyć o to, by mieć miejsce ostatnie, zimno, lichą strawę, ciągłą troskę o drugich?”

Skąd czerpał siły do tego boju?

Był pewny swojego powołania: „Bóg dał mi tę łaskę, żem nigdy w powołanie swoje nie zwątpił. (…) Idą wszyscy przeciw mnie, ja jednak głęboko wierzę, że ich nie będzie, a ja zostaną na miejscu i Bóg dokona przeze mnie tego, co zamierzył od wieków. Sprawę Maryi prowadzimy. (…) Mamy całą ufność położyć w Jej opiece. Stańmy wszyscy przy sztandarze Maryi, Królowej Polski, z godłem: wszystko przez Maryję”.

Słowo Bóg, słowo Maryja płonące w sercu Bronisława żywą pochodnią kojarzą się mu zawsze z krwią przepojonym, najdroższym wyrazem Ojczyzna. „Szczęśliwa Polska, że czci Maryję jako swoją Królową. Za Jej pomocą zajmiemy stanowisko przeznaczone nam przez Opatrzność.

Wierzył w świetlaną przyszłość Polski. Wskazywał do niej najwłaściwszą drogę. „Na pierwiastku Bożym, na wierze należy oprzeć wszystkie nasze usiłowania i urządzenia, a wtedy rozwiążą się w oczach naszych najtrudniejsze zagadnienia…”

„Najlepiej i najzbawienniej dla Polski i całego świata przysługują się ci ziomkowie, którzy dążą usilnie do podniesienia wiary. Oto rozpoczynamy wiek, w którym za łaską Bożą wiara odniesie największe zwycięstwo, pogodzi zwaśnione narody, sprowadzi braterstwo ludów i sprawi, że ludzkość cała pod jednym Pasterzem
stanie się jakby jedną owczarnią. Nam, Polakom, dane jest w tym okresie przewodzić... Polska stanie się mistrzynią narodów i popchnie okrąg ziemski na nowe tory”.

Moment wyniesienia Polski przypadnie na czas, w którym da ona światu wielkiego papieża. Języka polskiego uczyć się będą na uczelniach świata, a Polacy – przez ucisk oczyszczeni i miłością wspól­ną silni – poniosą ratunek innym narodom, nawet im kiedyś wrogim.

Mrzonki? – A może radosna wizja, bo u Boga nie ma nie niemożliwego. A może to dzisiaj, kiedy wszyscy wołają: pokój, pokój! – i nie ma pokoju, kiedy słowom już nikt nie dowierza, kiedy za­wiodły ludzkie przyjaźnie i wszystkie -izmy straciły swoją siłę, bo okazały się podstępnym kłamstwem – może to dzisiaj zaistnia­ły szczęśliwe warunki dla Polaków, by mogli obdarować świat wolnością, chrześcijańską kulturą, by stali się pionierami prawdziwego braterstwa ludów?

Może!

Ale Sł. Boży ks. Bronisław Markiewicz spełnienie się tej wizji uzależniał od naszego wewnętrznego przeobrażenia, od speł­nienia ślubów Jana Kazimierza: „Ślubuje nasz król Jan Kazimierz wraz ze stanami przed Matką Bożą, że zajmie się należycie dolą upośledzonego ludu. A ślub ten jest dotąd niespełniony. Słusznie tedy ręka Pańska zaciążyła nad Polską i dotąd ciąży. Musimy na całej przestrzeni zabrać się do spełnienia ślubu. Potrzeba nam uczynków miłosierdzia. Polska upadła wskutek braku należycie urządzonej miłości bliźniego. Wychowanie młodzieży w powściągliwości i pracy przyczyni się niechybnie do podniesienia naszej Ojczyzny”.

Czy przybliża się spełnienie wizji Markiewiczowskiej? – Mamy wielkiego papieża Polaka, rodzi się w narodzie zrozumienie, że Polska ocaleje jedynie w Chrystusie, że żadna nauka ani filozofia nie zastąpią wiary i pracy na niej opartej, że jedynie wiara może nas uratować od katastrofy i że nie ilość bagnetów stanowi o sile narodu, ale ilość ludzi wierzących i żyjących według wiary. „Największą nędzą człowieka, z której wypływają wszystkie klęski, jest oderwanie się od Boga”.

Tak!

Ale życie według wiary? – Ale miłość także nieprzyjaciół, ale twórcza praca i powściągliwość, ale odejście od postawy konsumpcyjnej i zatroskanie się o bliźnich potrzebujących pomocy?
Czy bliskie jest spełnienie Markiewiczowskiej wizji? Obliczono, że po drugiej wojnie światowej ilość dzieci wymordowanych w łonie matek sięga 35 milionów.
Co do spożycia alkoholu Polska osiągnęła rekord. A w pijaństwie dostrzegał Sł. Boży „śmiertelną ranę na ciele Polski”.
Wyczyny chuligańskie, napady rabunkowe rosną w liczbę.
Czy zdołamy przebłagać Boga za te grzechy wołające o pomstę do Niego?
Kiedy wybuchnie pożar, biegniemy na ratunek. A ten pożar nas trawi. Zagrożeni ze wszystkich stron musimy skuwać wewnętrzną moc.
„Na pomoc, na ratunek Narodowi”.
„Modlitwy moje i ofiary za Polskę tak dużo mogą – mówi Błogosławiony.

Więc w duchu wytkniętym przez ks. Markiewicza, Polaka o szerokim sercu, który wiedział, że być narodowym, to być ponad­narodowym, który miał przyjaciół z wszystkich narodowości – „Stańmy jak jeden mąż pod sztandarem Maryi, by zrealizować Jego wizję.

I pamiętajmy o tym, co powiedział:

Kochać Ojczyznę – to pomagać braciom.                                         
Kochać Ojczyznę – to świadczyć miłosierdzie.
Kochać Ojczyznę – to budować w oparciu o Boga.
Kochać Ojczyznę – to zrezygnować z nieprawnie skradzionych przywilejów.
Kochać Ojczyznę – to żyć pracowicie i powściągliwie.
Kochać Ojczyznę – to sławić jej imię.
Kochać Ojczyznę – to nie narzucać nikomu swojej kultury, lecz z uznaniem przyjąć dobro innych narodów.
Kochać Ojczyznę – to pomóc ludziom w osiągnięciu celu doczesnego i wiecznego.
Kochać Ojczyznę – to znać jej dzieje, literaturę i być świadomym jej kulturalnej odrębności.

Ks. Ferdynad Ochała CSMA, Miejsce Piastowe, styczeń 1981 r.