TRIDUUM PASCHALNE - Wieczernik

facebook twitter

28-03-2018

Jakich słów użyć, by nie zakłócić wymownej ciszy Triduum Sacrum? Przestały bić dzwony, zamilkły organy, byśmy mogli w świętym skupieniu zanurzyć się w atmosferę Wieczernika, wejść z Jezusem na Golgotę w Wielki Piątek i z Nim powstać z martwych w niedzielę Zmartwychwstania. Abyśmy już teraz pojęli coś z tego, „co Jezus czyni” (por. J 13,7).

Nazwa „Triduum Paschalne” może być myląca. Wskazuje na to, że mówimy o trzech dniach. Jeśli zaczniemy je liczyć, to okaże się, że dni są cztery: Wielki Czwartek, Wielki Piątek, Wielka Sobota i główna liturgia Triduum Paschalnego – Wigilia Paschalna, którą celebrujemy w sobotę wieczorem, ale rozpoczynamy nią Niedzielę Zmartwychwstania, czyli czwarty dzień.

Problemy z obliczeniami wynikają z tego, że w Kościele te dni zawsze traktuje się jako jeden. Liturgie są trzy, ale tak naprawdę od dzisiejszego wieczoru cały czas będzie trwała jedna i ta sama liturgia, która skończy się w nocy z soboty na niedzielę.

Na potwierdzenie tego istnieje bardzo czytelny dowód, znak: żadna z liturgii nie zakończy się błogosławieństwem, które zwykle udzielane jest na końcu nabożeństw. Dzisiejszą mszę świętą – Wieczerzy Pańskiej rozpoczniemy znakiem krzyża, a błogosławieństwem zakończą się dopiero ceremonie Wigilii Paschalnej.

Dzisiaj rano Kościół dokonał niezwykłego znaku, misterium rzeczywistości, którą powtarza co rok: wszystkie sakramenty w pewnym sensie zostały zniszczone. Oczywiście mam na myśli tylko materię sakramentów. Od dzisiejszego rana w kościołach nie ma Eucharystii – została spożyta. Powinno zostać tylko kilka komunikantów, gdyby ktoś potrzebował wiatyku (Eucharystia podawana umierającemu). Tuż przed liturgią Wieczerzy Pańskiej i one zostaną spożyte. Wszystkie święte oleje, które Kościół wykorzystuje do namaszczenia katechumenów, chorych zostały spalone.

Kościół przeżywa moment, w którym jest „bezbronny” – został przecież ustanowiony po to, żeby rozdawać sakramenty. Ten gest jest bardzo piękny i pokazuje pewną doniosłą prawdę. Kościół wraz z Jezusem od dzisiaj czyni wszystko nowe. Wszystko zaczyna się „od nowa”, Jezus wszystko czyni nowym (Ap 21,5).

Możemy to, co robi Kościół przeżyć w duchowy sposób. Oto zostaje zamknięty pewien etap i wszystko zaczyna się na nowo od początku. Przed dzisiejszą liturgią warto znaleźć czas na modlitwę i podobnie zamknąć etap w życiu – zostawić wszystkie popełnione grzechy. Pan Bóg chce zacząć wszystko na nowo i ponownie wylać swoje łaski, uzdrowienie, wszelką moc na Ciebie. Zacząć wszystko od nowa.

Dzisiaj, jak często mówimy, jest dzień ustanowienia sakramentu Eucharystii i kapłaństwa. To jest oczywiście prawda, ale w Ewangelii jedynym obrzędem, jaki podaje nam św. Jan, jest obmywanie nóg. Kościół nie skupia się na chlebie i winie, ale na Bogu, który klęka przed człowiekiem i myje mu nogi. Mycie komuś nóg było posługą niewolnika. Pan Jezus zmywa brud. Nie dokonuje delikatnego zabiegu kosmetycznego, ale obmywa najbrudniejszą część ludzkiego ciała.

Warto postawić sobie dziś pytanie: „Co trzeba mi umyć?”, „Z czym nie potrafię sobie poradzić sam?”. Pan Jezus mówi do Piotra: „Jeżeli nie pozwolisz, żebym umył Ci nogi, to nie będziesz miał udziału w Królestwie Niebieskim”. Tylko ja mogę to zrobić, Piotrze, Andrzeju, Tereso, Doroto – mówi Jezus. Na dzisiejszą liturgię warto pójść z taką prostą prośbą: „Panie Jezu – umyj mi to wszystko, co jest we mnie trudem, bo sam nie jestem w stanie sobie z tym poradzić”.

Bóg klęka przed swym stworzeniem i służy mu. My chcemy być „jak Bóg”. Ta pokusa ciągnie się za nami od czasów Adama i Ewy. Wciąż toczymy spory o to, „kto z nas jest największy”. Dziś Jezus mówi, że wystarczą jakże proste gesty pokory. Pokora nie zaczyna się od wielkich wyrzeczeń, tylko od najmniejszych kroków: wystarczy, że nie szukasz pierwszego miejsca pośród innych ludzi; że nie uważasz, że na wszystkim się znasz; że w zwykłej rozmowie nie usiłujesz być oryginalny i nieomylny, chwaląc się swą elokwencją i erudycją.

Carlo Caretto w książce Ponad rzeczami napisał: „Kiedy dotrzemy do bram raju, po kilku tysiącach lat regularnego czyśćca, i będziemy się tłoczyć u wejścia pośród krewnych, znajomych, przyjaciół, a anioł Boży, przeciskając się pośród nas będzie wołał: Wszyscy na swoje miejsca! – to wówczas wszyscy rzucimy się w kierunku ostatniego miejsca i tłok się uczyni nie przy wejściu, lecz w najdalszym kącie, zwłaszcza jeżeli będzie pogrążony w cieniu. Zdarzy się coś dokładnie odwrotnego niż to, co dzieje się tu, na ziemi, kiedy w mieście wsiadamy do autobusu, i wszyscy chrześcijanie, nie wyłączając sióstr zakonnych, rozpychają się łokciami, żeby wejść przed innymi”.

Co roku KAI podaje statystyczną liczbę wiernych, którzy praktykują – dwadzieścia kilka procent. Za kilka chwil usłyszymy słowa: „On to w dzień przed męką* za zbawienie nasze i całego świata, TO JEST DZISIAJ, wziął chleb w swoje święte i czcigodne ręce, i powiedział: Bierzcie i jedzcie, bierzcie i pijcie”. Nie w Wielki Czwartek 2000 lat temu, lecz dzisiaj, teraz. Msza święta, którą sprawujemy dziś, i codziennie, to nie jedynie historyczne wspomnienie, ale uobecnienie tajemnicy naszego zbawienia. Czy mamy świadomość, gdy uczestniczymy w Eucharystii, że „teraz” spotykam się z Jezusem Zbawcą? Nie z kapłanem — szafarzem, ale z Jezusem!, że Bóg daje człowiekowi swoje życie w tym sakramencie, abyśmy stali się „jak Bóg”. Gdybyśmy to zrozumieli niedzielna msza święta, czyli spotkanie z Jezusem, gromadziłaby 100% chrześcijan.

W cieniu Eucharystii pojawia się dar kapłaństwa. Długo myślałem, co powiedzieć Wam, Drodzy Bracia i Drogie Siostry o kapłaństwie… ja niewiele rozumiem, dlaczego jestem kapłanem, nie wiem naprawdę czym jest kapłaństwo.

No właśnie powiem Wam, jak niewiele rozumiem, że jest to dar i tajemnica. Że to żadna moja zasługa, a tylko Jego niewyobrażalna łaska.

Zacytuję w tym miejscu pewien wiersz anonimowego autora pt. Do księdza: „Czyż ksiądz nie powinien być człowiekiem, który bił się z Bogiem, źródłem uświęcenia, grzesznikiem, któremu Bóg przebaczył, Panem swoich pragnień, sługą nieśmiałych i prawych, nieuniżonym wobec możnych, lecz pochylającym się nad biednymi. Uczniem swego Pana, przewodnikiem swej owczarni, żebrakiem o hojnych rękach, nosicielem niezliczonych darów, matką niosącą pociechę chorym z mądrością wieku i ufnością dziecka. Dążącym wzwyż, lecz mocno stojącym na ziemi, stworzonym do radości, znającym cierpienie, dalekim od wszelkiej zazdrości, jasnowidzącym, szczerym w swej mowie, przyjacielem pokoju, wrogiem bezładu, na zawsze wiernym tak innym ode mnie”.

Drodzy, tradycyjna wielka wielkoczwartkowa prośba do Was brzmi: módlcie się za nas abyśmy, byli takimi właśnie kapłanami, bo często upadamy, jesteśmy słabi. To paradoks kapłaństwa: święty i grzeszny zarazem, jak każdy człowiek. Wielki i grzeszny, mądry, ale i głupiec przez swe wybory. Ogarnijcie modlitwą tajemnicę kapłaństwa w naszych sercach, abyśmy wszyscy spotkali się razem ze zmartwychwstałym Panem na ostatniej uczcie w niebie. 

 

 

 

Podobne artykuły