TRIDUUM PASCHALNE - Kiedy myślę o Wielkim Piątku

facebook twitter

29-03-2018

Nie można go wyeliminować, skrócić, przyciąć na miarę, bo on zawsze jest w sam raz. Nie można zamknąć oczu i udawać jak dziecko, że go nie ma. Można Krzyż przekląć, opluć, buntować się na jego obecność, ale to nie jest droga ku Zmartwychwstaniu. Papież Franciszek w swoim stylu powiedział kiedyś: „Kto ucieka od Krzyża, ucieka od Zmartwychwstania”.

Kiedy myślę o Wielkim Piątku, przed oczami pojawiają się tysiące krzyży, które w życiu widziałem. Te piękne drewniane w ogromnych kościołach, z realistycznymi wizerunkami Ukrzyżowanego, te przydrożne i te powieszone na ścianach, i te zupełnie małe, niepozorne, jakby wręcz obecne „przy okazji” w wielu miejscach. Krzyże stare i zupełnie nowe. Tradycyjne i nieco oryginalne, nowoczesne. Ciężkie i sprawiające wrażenie lekkości, ulotności jakiejś. W starej oazowej piosence są słowa „każde spojrzenie na krzyż, niech niepokojem zagości…”. A ja kiedy patrzę na krzyż, który w Wielki Piątek odsłaniamy uroczyście w czasie liturgii, mam w sercu zawsze pokój. Myślę wtedy: „jak to dobrze, że jest Krzyż Chrystusa, bo w Nim wszystko ma sens”. Czym byłyby niezrozumiałe po ludzku cierpienia, nieszczęścia, codzienne zmagania, zwykłe ludzkie trudności i problemy, które nie dają spać, gdyby nie Krzyż?

Czym byłyby: ludzka słabość, upadek, upodlenie i grzech po prostu, gdyby nie Krzyż? „Chrystus stał się moim grzechem, wziął na siebie mój grzech. I kiedy umierał na krzyżu, mój grzech umierał razem z Nim. To owocuje w człowieku postawą: jestem grzesznikiem, któremu odpuszczono. Tak więc mogę się uśmiechnąć. Grzech jest doświadczeniem każdego z nas. Nie ma człowieka, który nie ma problemu z własnym grzechem. Pytanie, czym ten grzech potem się dla nas staje: czy drogą do Boga, czy powodem chowania się przed Bogiem? Mój grzech jest moją drogą do Boga – dlatego że Chrystus wziął go na siebie. (…) Chrystus bierze na siebie ten grzech i w tym sensie on mnie prowadzi do Boga. Wielki paradoks” (abp Grzegorz Ryś).

Paradoks Krzyża, paradoks miłości do szaleństwa Krzyża.

W telewizyjnej migawce z jednej z wielu Ekstremalnych Dróg Krzyżowych, jakie przeszły nocami Wielkiego Postu w naszym kraju, młoda dziewczyna ze łzami w oczach, po kilkudziesięciokilometrowym marszu, wyznała: „Cała ta droga to była jedna wielka słabość, ale kiedy już nie mogłam iść dalej, mówiłam sobie: „Dam radę! Muszę! On dał radę i ja muszę!”. To dobre nie tylko na drogę krzyżową, ale przede wszystkim na tę życiową: „Dam radę! On dał i ja z Nim dam radę!”.

Kiedy myślę o Wielkim Piątku, widzę jeszcze inny szczególny krzyż, ten z mojego ukochanego zdjęcia Jana Pawła II. Fotografowano go tysiące razy przez cały długi pontyfikat. Ale dla mnie jednym z najpiękniejszych zdjęć pozostanie na zawsze to, na którym twarzy świętego papieża w zasadzie nie widać. Fotograf zrobił je zza pleców papieża. Jan Paweł II siedzi w fotelu przytulony do krzyża w ostatni Wielki Piątek swojego życia. W Koloseum idzie droga krzyżowa, a śmiertelnie chory papież, łączy się z ludźmi, oglądając transmisję w kaplicy, modli się bezgłośnie, przytulony do krzyża. Już nic prawie nie może. Milczy. Umiera. Wtula się w drewniany krzyż. Jego twarzy nie widać, widać oblicze Ukrzyżowanego. Całym swoim życiem chciał ją przecież ludziom pokazać. Twarz Ukrzyżowanego, nie swoją.  „Najpiękniejszy jesteś spośród synów ludzkich” (Ps 45, 3).

Kiedy myślę o Wielkim Piątku, jeszcze jedno wielkie przeżycie wraca mi w pamięci. Rzym. Wielki Piątek roku 2011. Miałem tę łaskę uczestniczyć w Liturgii Męki Pańskiej w bazylice Świętego Piotra na Watykanie. Papież Benedykt przewodniczył jej od tronu ustawionego przy kolumnie po lewej stronie bazyliki, kilkadziesiąt metrów od konfesji. Po odsłonięciu krzyża, diakon umieścił go przed głównym ołtarzem do adoracji. Wtedy papież zdjął ornat, stułę, piuskę i buty… Kilkadziesiąt metrów szedł w milczeniu na boso do krzyża, ogołocony ze splendoru i papieskiego majestatu, szedł do Mistrza oszpeconego cierpieniem, „ przebitego za nasze grzechy, zdruzgotanego za nasze winy” (por. Iz 53, 5). A potem uklęknął i dłuższą chwilę obejmował krzyż u Jego stóp. Wzruszająca scena. Jakże prawdziwa historia ludzkiego życia. Uniżony przed Uniżonym. Przed Tym co się „posłuszeństwa nauczył przez to, co wycierpiał” (por. Hbr 5, 8). Krzyż uczy pokory. Krzyż jest szkołą godnego cierpienia. Nie da się iść bez niego przez życie. Wbrew pozorom, to raczej bez niego niż z nim na ramionach idzie się trudniej. „Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9, 23). Z chodzeniem blisko krzyża wiąże się jeszcze jedno wspomnienie. Pamiętam, jak na pieszej pielgrzymce, gdzie zawsze na początku grupy idzie krzyż, wysyłano tych, co nie mogli już iść i „wlekli się” za grupą właśnie w to miejsce. Mówiono im: „Jeśli nie dajecie rady, idźcie na początek grupy, pod sam krzyż. W ten sposób to wy będziecie nadawać tempo całej grupie i będzie się wam szło lżej”. Blisko krzyża idzie się lżej…

Nie można go wyeliminować, skrócić, przyciąć na miarę, bo on zawsze jest w sam raz. Nie można zamknąć oczu i udawać jak dziecko, że go nie ma. Można Krzyż przekląć, opluć, buntować się na jego obecność, ale to nie jest droga ku Zmartwychwstaniu. Papież Franciszek w swoim stylu powiedział kiedyś: „Kto ucieka od Krzyża, ucieka od Zmartwychwstania”. Nie wolno nam zdezerterować. Niech krzyż nas prowadzi.

„Panie Jezu Chryste, stoimy pod Twoim Krzyżem!
Tak jak ongiś stały w Jeruzalem pod krzyżem Matka Twoja i Jan, Maria Magdalena i inne niewiasty, tak i my tutaj stoimy.
Brak nam słów, aby wyrazić to wszystko co nasze serca czują.
Chcemy Cię prosić: Zostań z nami przez Twój święty Krzyż!
Prosimy Cię: Zostań przy Kościele, zostań przy ludziach!
Nie odwracaj się od nich nawet wtedy, kiedy może wielu z nich obojętnie przechodzi obok Twojego Krzyża, wielu się od niego oddala, a inni nawet do niego nie docierają.
Być może ludzie dzisiaj bardziej niż kiedykolwiek potrzebują pomocy i mądrości, której źródłem jesteś Ty, Ty jedyny przez Twój święty Krzyż.
Zostań z nami w tej głębokiej tajemnicy Twojej śmierci, w której objawiłeś, jak „bardzo Bóg umiłował świat”.
Zostań z nami i przyciągnij nas do Siebie!
Zostań z nami przez Twoją Najświętszą Matkę, której z Krzyża zawierzyłeś każdego człowieka!
Zostań z nami!”

(Jan Paweł II)

Podobne artykuły