Święta, święta i po świętach...

facebook twitter

30-12-2018

Pewien pan użalał się kiedyś, trochę żartobliwie, nad tym, że święta trwają tak krótko. Mówił: „Świat jest tak naprawdę piękny tylko przez te dwa dni. Ludzie podają sobie ręce, piszą do siebie życzenia. Przypominają sobie o swoich najbliższych, uśmiechają się do siebie. Ale zaraz po świętach wszystko wraca do normy. Często smutnej normy”. No cóż... To, ile będą trwały święta, zależy przede wszystkim od nas. Zależy od tego, czy tylko przez dwa dni będziemy spoglądać z zewnątrz na stajenkę, czy... sami staniemy się stajenką dla Jezusa...

Kiedy Maryja z Józefem chodzili po Betlejem od domu do domu, zapewne niektórzy uchylali swoje drzwi. Może nawet podawali przez próg kawałek chleba, dzbanek wody. Ale tylko przez uchylone drzwi. Nie chcieli wpuścić pod dach kłopotliwych przybyszów. Mieli za dużo do stracenia. Mieli swój cenny czas, swoje domowe ciepło; mieli porządek życia, a może czekali na bardziej znamienitych gości?

Dziś także zdarza się, że oglądamy Jezusa przez uchylone drzwi. Może też mówimy Mu dobre słowo, dajemy ofiarę. Ale progu naszego życia przekroczyć Mu nie pozwalamy. Bo mój czas..., bo mój porządek życia..., bo znamienitsi goście...

Jezusa przyjęła gościnnie stajenka. Była szeroko otwarta. Bezwarunkowo. Nie miała nic do stracenia. Nikt nie mógł jej okraść, bo nie było z czego. Nie stała przed nią kolejka zamożnych gości. I Bóg wybrał właśnie to miejsce. Bo On przychodzi zawsze tam, gdzie zastaje szeroko otwarte, a nie tylko uchylone drzwi.

Historia Bożego Narodzenia rozgrywa się w scenerii chłodnej stajni, przytulnych zajazdów betlejemskich, pałacu Heroda. Obok Zbawiciela prości ludzie, pogardzani przez elitę pasterze, król i pogańscy mędrcy. I dopiero w świetle nocy betlejemskiej widać wyraźnie, kto tam jest szczęśliwy, a kto jest naprawdę nędzarzem, kto mieszka w prawdziwym pałacu, a kto w pozłacanym baraku.

Na koniec tej refleksji słowa z mądrościowej literatury Wschodu:

Szukam, kto by mnie kupił – wołałem, idąc rankiem po brukowanym gościńcu.
Ukazał się król z mieczem w dłoni i powiedział mi: kupię cię za swoją potęgę.
Ale ja pokazałem mu plecy...
Wyszedł starzec, popatrzył na mnie i powiedział mi: kupię cię za pieniądze, ale ja zaśmiałem się w głos.
Wyszła piękna dziewczyna. Popatrzyła na mnie i powiedziała: kupię cię za jeden uśmiech, ale uśmiech jej zbladł i sama odeszła w ciemną noc.
Nagle wyszło małe dziecko, popatrzyło na mnie i powiedziało mi: kupię cię za nic.
Więc dla zgody ugodziłem się z dzieckiem i przez to stałem się wolnym człowiekiem.
Mały pielgrzymie, poczekaj na mnie, pójdę za tobą wszędzie, gdzie chcesz, nogi mam zdrowe, oczy już otwarte i dużo dziecka w sercu mym jest.
Pokaż mi drogę, jednym swoim ruchem lub słowem jednym nazwij mi ją.

Panie Jezu, narodzony w Betlejem! Powiedz nam, kim my jesteśmy? My, mądrzy intelektualiści, doświadczeni ludzie, politycy, twórcy, dyrektorzy, nauczyciele, księża... Kim my jesteśmy tak naprawdę? Pomóż odnaleźć dziecięctwo naszej duszy, dziecięcą szczerość i zaufanie, dziecięcą prostotę. Uczyń nas ubogimi prostaczkami, otwartymi na Ciebie, jak betlejemska stajenka...