Święta bez Kevina, czyli… o naszych tęsknotach!

facebook twitter

20-12-2018

W 1990 roku wyprodukowano film Home alone (reż. Chris Columbus) z Macaulayem Culkinem w roli głównej. W Polsce film znany jest pod nazwą Kevin sam w domu i od kilkudziesięciu lat stanowi nieprzerwany element kultury bożonarodzeniowej dla wielu Polaków. W internecie krążą opinie, recenzje, krytyki na jego temat. A to komuś nie podoba się świeckość filmu, tu ktoś znowu mówi, że wcale nie jest taki dobry, a tak w ogóle to kicz i żenada. Nie chcę wchodzić w te polemiki. Sam oglądałem go (i jego kontynuacje) przynajmniej kilkanaście razy (choć przyznam się, że nie zawsze w całości). Moje przekonanie o tym obrazie jest jasne i proste. Film ten potęguje w nas wielką tęsknotę za tym, aby być kochanym i nie być samotnym.

Historia chłopca, który pozostaje sam na święta Bożego Narodzenia w domu, podczas gdy jego rodzina udaje się do Paryża, uświadamia nam, że święta to czas, w którym szczególnie doskwiera nam samotność, a że nikt nie powinien cierpieć z powodu samotności, to sprawa powszechnie wiadoma. Nie da się ukryć, że poczucie braku bliskich osób w czasie świąt daje się odczuć, gdy siadamy do stołu, wspominamy poprzednie święta, wracamy myślami do czasów dzieciństwa. Człowiek chce mieć przy sobie rodzinę , którą kocha i która darzy go miłością. Bez niej świat staje się pusty i przerażający. Cichy i chłodny dom na święta w niejednym oku wywołuje łzę żalu.

Nie zapominajmy jednak, że często sami skazujemy się na samotność. Nie potrafimy budować dobrych relacji z najbliższymi. Kłócimy się o rzeczy błahe, obrażamy za byle głupstwa. Nie rzadko nie odzywamy się do siebie lub źle sobie życzymy i może –  co najgorsze – stajemy się wobec siebie zupełnie obojętni. Kevin sam w domu pokazuje, że człowiek nie jest stworzony do samotności i chociażby zaklinał rzeczywistość to zawsze będzie potrzebował czyjejś obecności. W sensie teologicznym Boże Narodzenie to wyjście samego Boga ku pragnieniom człowieka. Biblia mówi wprost, że stworzenie jęczało oczekując objawienia synów Bożych (por. Rz 8, 19). Tęskniło za Bogiem i Jego Królestwem, aż tu nagle... Jest! Wcielił się! Na sianie leży Emmanuel – Bóg z nami. Nie jesteśmy już sami. Zauważmy, że wcielenie nie było zwykłym pojawieniem się Syna Bożego, ale od samego początku Jezusowi towarzyszy rodzina i relacje, które są pewną namiastką relacji w samym Bogu. Józef, Maryja i Jezus złączeni miłością umacniają się wzajemnie. Nie są samotni. Mają siebie i Boga wśród nich. Tworzą dom (ang. home).

Takie podejście do sprawy z większym zrozumieniem pozwala mi ocenić część świątecznej tradycji filmowej Polaków. Nie wstydźmy się, że lubimy Kevina, bo sami często doświadczamy tego, co on.

Ścieżka dźwiękowa z filmu (lepsza niż się mogła wcześniej wydawać):