Stańmy się jak dzieci

facebook twitter

06-09-2018

Stańmy się jak dzieci Boże? Na pewno nie – pomyślałam, przypominając sobie zeszłoroczny turnus i zmęczenie jakie mi po nim towarzyszyło. Jednak wiedząc o brakach w kadrze, codziennie prowadziłam kłótnie wewnętrzne, analizując za i przeciw.

Pomimo że „przeciw” było zdecydowanie więcej, coś mnie ciągnęło, żeby w tym roku spróbować ponownie. W końcu, z Bożą pomocą, zdecydowałam się zadzwonić do siostry Kariny i zgłosić swoją gotowość do pracy. Wiedziałam, że nie będzie łatwo, ale nie sądziłam że trudności rozpoczną się jeszcze przed rekolekcjami, gdy okazało się, że nie ma żadnego animatora muzycznego, który mógłby uczyć 70 dzieci Bożych śpiewu. Tak właśnie 3 tygodnie przed rekolekcjami nadszedł dla mnie czas, by wyciągnąć zapomnianą gitarę i nauczyć się podstaw.

Szkoła w Tylmanowej jest dla mnie wyjątkowym miejscem – właśnie tam przeżyłam pierwsze rekolekcje jako uczestniczka, a 5 lat później jako animatorka. W tym roku przyszło mi się zmierzyć tam w nowej, podwójnej roli: animatorki grupowej i muzycznej, która zaczęła się uczyć gry na gitarze paręnaście dni wcześniej. Po pierwszym śpiewie przeżyłam kryzys. Stwierdziłam, że niemożliwym jest pełnienie tych dwóch funkcji równocześnie. Po przepłakanym wieczorze i rozmowach z resztą kadry, pełniej uświadomiłam sobie, dlaczego tu jestem – jestem, by służyć. Służyć i pomagać dzieciom poznać Pana Boga – również poprzez śpiewanie z nimi religijnych piosenek. W końcu kto śpiewa, dwa razy się modli :) Drugiego dnia na śpiew poszłam pełna pokoju i zaufania. Ku – nie tylko mojemu – zdziwieniu, gra na gitarze przestała sprawiać mi trudność. Jestem pewna, że nie jest to moja zasługa, lecz stało się to dzięki działaniu Ducha Świętego, którego prosiłam o pomoc. Oczywiście nie stałam się nagle wirtuozem gitary, ale przestało mi to sprawiać tak wielką trudność jak dotychczas, dzięki czemu mogłam skupić się na pielęgnowaniu więzi z moją grupą.

Oaza Dzieci Bożych jest niesamowitym czasem, przepełnionym obecnością Boga. Oczywiście prócz codziennych modlitw i Eucharystii robiliśmy także inne całkiem szalone rzeczy, jak: spływ Dunajcem, zjazd torem saneczkowym, spacer wąwozem Homole, czy wejście na Trzy Korony. Wyjazd na rekolekcje jest trudnym czasem również dla dzieci, które zazwyczaj pierwszy raz opuszczają rodziców na tak długo, dlatego jako kadra wiele wieczorów spędziliśmy przy łóżkach najmłodszych, czytając im bajki na dobranoc, nie raz ocieraliśmy im łzy i pocieszaliśmy ich. Jednak praca jaką siostra Karina i ksiądz Krzysztof wykonują przed i podczas turnusu jest niezastąpiona – żarty i wygłupy to coś, co dzieci z pewnością będą wspominać jeszcze przez wiele lat. Słowo, które ksiądz codziennie dla nas wygłaszał, pomagało wszystkim lepiej przeżyć te rekolekcje.

Jak wielka jest wiara małych Bożych wariatów, tego nie da się opisać. Gdy dostrzegałam ich codzienne pragnienie poznawania Boga, ujawniane np. poprzez niekończące się pytania na Jego temat, budziło się we mnie poczucie winy. Gdzie i kiedy zgubiłam swoją dziecinną tęsknotę za poznawaniem i zbliżaniem się do Niego?

Gdy po kilku dniach ogromne deszcze nie ustępowały, Siostra nauczyła dzieci pieśni Królu Boże Abrahama, by modlić się nią o dobrą pogodę. Od tego czasu dzieci śpiewały ją wszędzie i o każdej porze. Chociażby gdy podczas spływu Dunajcem spadły pierwsze, pojedyncze krople, ze wszystkich łódek usłyszeć można było fragment „a pogodę daj na ziemię”. W takich chwilach trudno było nie dostrzec, jak bezgraniczna i głęboka jest dziecięca wiara. Podobnie jak podczas codziennej Eucharystii i spontanicznej modlitwy wiernych, którą czasem trudno było skończyć. Wbrew pozorom nie były to jedynie typowe dziecięce prośby, ale również dojrzałe, których nikt z dorosłych nie spodziewałby się usłyszeć z ust 9-letniego dziecka, jak np. za dusze w czyśćcu cierpiące, o liczne powołania kapłańskie, czy za ofiary wojen.

Gdy patrzę na te 15 lipcowych dni z perspektywy czasu, przypominam sobie zachętę Jezusa, abyśmy stali się jak dzieci i wreszcie zaczynam je rozumieć.

Nieprawdą jest, że z rekolekcji tylko uczestnicy wracają z licznymi owocami. Dopiero w tym roku udało mi się to pojąć. Byłam świadkiem tego, czym jest prawdziwa, dziecięca, pełna ufności miłość, którą my – dorośli gubimy gdzieś w pośpiechu dnia codziennego. Jestem prawdziwie wdzięczna, że mogłam tak wiele nauczyć się od uczestników Oazy Dzieci Bożych. Za ten Boski czas i Boskie przemyślenia chwała Panu!

Fot. Daniel Tchoń

Podobne artykuły