Spotkania

facebook twitter

21-09-2018

Kult świętych jest w Kościele powszechny i od zawsze promował poznanie nie tylko życiorysów mężów Bożych, lecz także ich nauczania i dzieł, które po sobie zostawili. W praktyce oznacza to, że mamy dostęp do wielu informacji, które charakteryzują danego świętego i pomagają nam w lepszym zrozumieniu zamysłu Bożego w jego życiu. Są jednak święci, o których wiemy niewiele, a ich biografie opieramy na przypuszczeniach lub objawieniach, które rzucają pewne światło na nich samych. Wśród tych świętych znajdują się tak wielkie postacie jak św. Józef, św. Dobry Łotr, czy wreszcie cały świat aniołów z Michałem Archaniołem na czele. Jak poradzić sobie z problemem opisywania tego, jaki jest Michał Archanioł?

Po pierwsze trzeba pogodzić się z faktem, że anioł (byt duchowy) nie może być opisywany w taki sposób, jak to robi tradycyjna hagiografia. Nie napiszemy zatem życiorysu w formie krótkiego kalendarium. Nie dotyczą go takie fakty, jak data i miejsce urodzenia, wykonywany zawód, czy wreszcie miejsce przechowywania cennych relikwii. Na szczęście nie jest tak, że nie posiadamy żadnych informacji, lub nie możemy wyciągać konkretnych wniosków. Najpierw z pomocą przychodzi nam Biblia, która w ogólnym zarysie przedstawia nam konkretne historie i przekazuje aluzje. Po drugie świat duchów niebieskich przenika naszą codzienność, a zatem mamy dostęp do konkretnych znaków i interwencji dokonywanych przez aniołów. Chciałbym połączyć te dwie rzeczywistości i opowiedzieć, jak obraz Michała Archanioła zawarty w Piśmie Świętym znajduje odzwierciedlenie w historii mojego życia. Te zbieżne punkty opowieści biblijnej i mojego życia nazywam po prostu „spotkaniami”.

Spotkanie pierwsze: skuteczny pomocnik

Nikt zaś nie może mi skutecznie pomóc przeciw nim z wyjątkiem waszego księcia Michała (Dn 10, 21b).

Są sytuacje, w których człowiek czuje się bezradny. Zwłaszcza, kiedy doświadcza siły, która go przerasta i wywołuje w nim strach. Pamiętam, kiedy dziesięć lat temu (byłem wtedy jeszcze klerykiem) przyprowadzono do mnie człowieka, który naznaczony był niezwykłym cierpieniem. Leczono go wiele lat psychiatrycznie, ale żaden z lekarzy nie był w stanie mu pomóc. Jego matka zjeździła cały kraj, aby skutecznie znaleźć dla niego wsparcie. Niestety wszelki terapie nie pomagały, a czasami nawet pogarszały jego stan. Wreszcie jeden z lekarzy zasugerował poszukanie pomocy u egzorcysty. Matka przyszła z synem do kościoła i poprosiła o spotkanie z którymś z kapłanów. Trafiła jednak na kiepski moment, gdyż w tym czasie wszyscy księża udali się do chorych, a pozostali byli przy ołtarzu. Byłem jedyną osobą w domu, która mogła wtedy do nich zejść. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Spotkanie się przedłużało, bo goście chcieli szczegółowo przedstawić mi, na czym polega problem. W pewnym momencie stało się coś dziwnego. Spojrzenie mężczyzny zmieniło się i ochrypniętym głosem powiedział do mnie: Nienawidzę cię. Nie ma ratunku. Nigdy więcej się za mnie nie módl! Przerażony tym szczerym wyznaniem, pomyślałem, że rzeczywiście mam do czynienia z duchową mocą, która niemal namacalnie staje przede mną. Skupiony zacząłem prosić świętego Michała Archanioła o pomoc. Nie działo się jednak nic spektakularnego. Mężczyzna po prostu siedział i miałem wrażenie, jakby odpoczywał. Tym bardziej zaskoczyła mnie reakcja matki, która z niedowierzaniem w głosie powiedziała: To niemożliwe. Pierwszy raz widzę, żeby w momencie „ataku” syn nie rzucił się agresywnie na innych. Zazwyczaj bowiem, gdy jego głos się zmieniał, rzucał się na wszystkich z pięściami i przynajmniej kilka osób musiało trzymać go, żeby nie zrobił krzywdy sobie i innym. Dopiero po zakończonym spotkaniu zrozumiałem, jak wiele szczęścia miałem i jak z pomocą przyszedł mi skuteczny obrońca. Nie miałem wątpliwości, że to dzięki Michałowi Archaniołowi nie doszło do eskalacji agresji i przejęcia kontroli przez złego ducha. Jest zatem w Michale Archaniele moc, która pozwala mu na skuteczne stawianie obrony przed złem. Nie są to tylko puste słowa, ale konkretna siła, która złu mówi: nie. Właśnie takiego Michała Archanioła poznałem przy pierwszym spotkaniu: silnego, nieugiętego, bezkompromisowego względem złego.

Spotkanie drugie: opiekun

W owych czasach wystąpi Michał, wielki książę, który jest opiekunem dzieci twojego narodu (Dn 12, 1).

Zdarza się w naszym życiu, że pewne rzeczy z czasem robimy bezmyślnie, a przyzwyczajenie wchodzi nam w krew. Historia, którą za chwilę opowiem, może wydawać się śmieszna, ale nie byłaby taka, gdyby nie drugie spotkanie z Michałem Archaniołem i jego opiekuńcza interwencja. Odbywając nowicjat w Pawlikowicach, jako chłopak przygotowujący się do życia zakonnego, wysłany zostałem na dyżur do mycia korytarzy na drugim piętrze domu. Sprzątanie, jak to sprzątanie, nie wymaga wielkiego wysiłku intelektualnego, więc zatopiony we własnych myślach zmywałem kolejne części klasztornego korytarza. Monotonia wykonywanych czynności sprawiła, że nie myślałem, co robię i co się dzieje wokół mnie. Zbliżywszy się do schodów, które miałem wymyć z góry na dół, zacząłem powoli schodzić odwrócony tyłem i myjąc kolejne stopnie. Poczułem jednak jakiś wewnętrzy niepokój, że o czymś zapomniałem, że jest coś, o czym koniecznie muszę sobie przypomnieć. Nie mogąc jednak odnaleźć zapomnianej myśli, usłyszałem nagle wewnętrzne przynaglenie: Odwróć się! Pomyślałem sobie: Ale po co? Za mną przecież niczego nie ma, a te schody znam jak własną kieszeń. Głos jednak zdawał się nie ustępować i wręcz krzyczał: Natychmiast się odwróć! Przejęty siłą natchnienia odwróciłem się na stopniu i w tym momencie zahaczyłem o wiadro z wodą, która wylewając się zalała resztę schodów i sporą część korytarza poniżej. Na szczęście sam zachowałem równowagę. Gdyby nie ten gest prawdopodobnie wszedłbym tyłem na wiadro i spadł z dużej wysokości po schodach. Ocalony przez drobny ruch, bezpiecznie zacząłem sprzątać miejsce po wodnej katastrofie. Zanim jednak to zrobiłem, spojrzałem na obraz, który wisiał przy schodach. Moje spojrzenie spotkało się ze wzrokiem Michała Archanioła, który pokonywał jęczącego smoka. Wiedziałem, że ten głos to nie była zwykła intuicja, ale troskliwe wołanie świętego anioła. Nie pozostało mi wtedy nic innego, jak wyszeptać w ukryciu słowo: Dziękuję. Tak zakończyło się moje drugie spotkanie.

Spotkanie trzecie: miłosierny

Gdy zaś archanioł Michał, tocząc rozprawę z diabłem, spierał się o ciało Mojżesza, nie odważył się rzucić wyroku bluźnierczego, ale powiedział: «Pan niech cię skarci!» (Jud 1, 9).

Był taki czas, gdy jako nastolatek porzuciłem korzystanie z sakramentu pokuty. Powodów było wiele. Jednym z nich była spowiedź, którą odbyłem jako komunijne dziecko. Byłem przerażony nauką i pokutą zadaną przez kapłana. Zraniony i smutny, na długi czas, zapamiętałem sakrament spowiedzi jako miejsce zhańbienia i wstydu. Dzisiaj pewnie inaczej potraktowałbym taką spowiedź, ale wtedy oznaczało to dla mnie tylko jedno: Nigdy więcej nie pójdę do spowiedzi. Wierny temu postanowieniu zostawiłem Kościół i za wszelką cenę chciałem zapomnieć o tym, co się stało. Przyszedł jednak czas, kiedy zacząłem świadomie wybierać chrześcijaństwo jako moją drogę. Wiara i poznanie Jezusa bardzo szybko zaczęły budzić moje sumienie i z każdym dniem czułem coraz większy bagaż grzechu i chęć oddania go w sakramencie pojednania. Pamiętam, że przygotowywałem się do tej spowiedzi cały tydzień i prosiłem o dobrego spowiednika. Miejscem mojej stałej modlitwy był ołtarz św. Michała w kościele Trójcy Przenajświętszej w Stalowej Woli. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, kim są michalici i że anioł, do którego się modlę, to ich szczególny patron. Drżący uklęknąłem do spowiedzi i zostałem wysłuchany, przyjęty i co najważniejsze – rozgrzeszony. Na zawsze zapamiętałem michalitę, który mnie wtedy spowiadał. On pewnie o tym nie wie, ale spotkałem go potem w pracy duszpasterskiej na jednej z parafii i do dzisiaj darzę go sympatią za tamtą spowiedź. Było to bowiem spotkanie z miłosierdziem. Wierzę, że palce maczał w tym także Michał Archanioł, bo mówiąc wprost, posłał „swojego człowieka”, który ściągnął ze mnie jarzmo raniącej spowiedzi i na nowo otworzył drogę do nieba. Zrozumiałem wtedy, że dzięki Michałowi Archaniołowi po raz pierwszy doświadczyłem, czym jest miłosierdzie i jak słodko jest go doświadczać poprzez sakrament pokuty.

Spotkanie czwarte: waleczny

I nastąpiła walka na niebie: Michał i jego aniołowie mieli walczyć ze Smokiem. I wystąpił do walki Smok i jego aniołowie, ale nie przemógł, i już się miejsce dla nich w niebie nie znalazło (Ap 12, 7-8).

Błogosławiony Bronisław Markiewicz lubił określać życie duchowe człowieka jako bój bezkrwawy. Wszyscy, którzy starają się rozwijać na poziomie ducha, rzeczywiście doświadczają wewnętrznego zmagania. Bój ten, jak każda walka, niesie ze sobą bagaż różnych doświadczeń. Raz jesteśmy zwycięzcami, innym razem ponosimy klęskę i przeżywamy ból powstawania z upadku. Kilka lat temu bardzo mocno doświadczyłem tego drugiego. W mojej ocenie wszystko, czego dokonałem przez lata formacji poszło na marne i nie widziałem szansy na odbudowanie chociaż części z tego, co sobie zaplanowałem. Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale głównie chodziło o mechanizm, który nazwałbym samooszukiwaniem. Zrozpaczony moją sytuacją, szukałem jakiegoś natchnienia, które mogłoby mi pomóc i wyprowadzić sprawy na prostą. Wtedy z pomocą przyszła mi Apokalipsa. Poddałem pod rozważanie fragment rozdziały dwunastego o walce, która toczy się między dobrem i złem. Skupiony na własnej porażce, nagle poczułem się, jakby to ze mną, a nie ze smokiem, walczył Michał Archanioł. Myśl ta dotknęła mnie do głębi. Wchodząc jednak w kolejne medytacje, zobaczyłem, że jest to prawda. Umierał we mnie stary człowiek i krzyczał w agonalnym pomruku. Podjąłem konkretne działania, żeby w moim życiu nigdy więcej nie dopuścić do sytuacji, w której znajdę jakieś miejsce dla zła, jakiś punkt zaczepienia, do którego Chrystus nie ma wstępu. Bezkompromisowa postawa Michała Archanioła z Apokalipsy utwierdziła mnie w przekonaniu, że mam zająć się swoim zbawieniem na poważnie i że nie ma tu miejsca na półśrodki. Prawda o sobie okazała się dużo lepsza niż słodkie samooszukiwanie. Na dobre rozpoczęła się walka, która trwa do dzisiaj. Nie ulega jednak żadnej wątpliwości, że w tej walce natchnieniem jest dla mnie nieposkromiony wojownik, który swoją walecznością daje mi dowód, na to, że są w życiu rzeczy, o które warto zawalczyć.

Pisząc ten tekst, zastanawiałem się, czy nie jest on zbyt osobisty. Dla mnie, introwertyka z krwi i kości, jest to tekst skrajnie wylewny, ale pewnie zdaniem innych zawiera za mało szczegółów i wyjaśnień. Niestety, inaczej nie potrafię. Moim celem było pokazanie, że postać Świętego Michała Archanioła to nie tylko temat do dysput angelologicznych i szczegółowych interpretacji biblijnych, ale konkretne przykłady z życia człowieka, chrześcijanina i księdza, który wierzy, że również w przyszłości nie raz spotka się z Księciem Aniołów.