Rozważania Różańcowe – Bolesne

facebook twitter

18-10-2018

Proszę Cię Jezu, daj mi siłę do modlitwy, która przede mną. Niech każda tajemnica będzie dla mnie pogłębieniem wiary i zachętą do miłości Ciebie i bliźniego. Maryjo, czuwaj przy mnie, a wytrwam do końca i będę zbawiony.

Modlitwa w ogrójcu

Czemu śpicie? Wstańcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie (Łk 22, 46). Modlitwa zawsze wiąże się z trudem. Co więcej, im większy trud, tym modlitwa jest bardziej owocna. Utrudzeni uczniowie zasypiają i tracą świadomość obecności cierpiącego Boga, a przecież każdy chciałby przekonać się, że nasz Bóg nie jest tylko obserwatorem cierpienia, ale sam też staje się jego uczestnikiem. Jezus modli się w ogrójcu i doświadcza zmagania, które każe postawić mu wszystko na jedną kartę. Oddaje całe swoje życie w ręce Ojca i to Jemu poleca dalsze dzieło. Jakże często nie potrafimy docenić takiego trudu na modlitwie. Pragniemy, aby dzięki naszej modlitwie zmieniało się wszystko wokół nas, ale nie jesteśmy w stanie oddać naszego losu w ręce Boga. Jezus kieruje do nas słowa przebudzenia. Pragnie naszej pełnej świadomości, oddania i trzeźwości umysłu. W przeciwnym razie ślepi na dzieło Boże, ulegniemy pokusie (por. Łk 22, 46).

Biczowanie Jezusa

Zostanie wydany w ręce pogan, będzie wyszydzony, zelżony i opluty; ubiczują Go i zabiją (Łk 18, 32). Wbrew pozorom ludzie nie pozostali obojętni na słowa i czyny Jezusa. Znienawidzili go za to i postanowili zabić. Biczowanie jest momentem, w którym to ludzie przejmują inicjatywę i wymierzają krzywdzącą sprawiedliwość. Systematycznie, dokładnie, w imię prawa i przywileju władzy chłoszczą Syna Człowieczego, bo ludzkiej sprawiedliwości zawsze musi stać się zadość. Biczowanie ma nam uświadomić, jak bardzo potrafimy wykorzystać dobre idee do złych rzeczy. Karcimy sprawiedliwego, bo na to zasłużył, nie wyraził skruchy, nie przeprosił, co więcej nawet nie podniósł na nikogo głosu. Krew Syna Bożego po raz pierwszy spada na ziemię. Najczystsza świętość miesza się z brudem i prochem ziemi, z którego ulepiony jest człowiek (por. Rdz 2, 7).

Cierniem ukoronowanie

A żołnierze, uplótłszy koronę z cierni, włożyli Mu ją na głowę i okryli Go płaszczem purpurowym (J 19, 2). Nie wystarcza zwykłe wymierzenie kary. Trzeba jeszcze pokazać ludziom, jak słaby i biedny jest człowiek w swoim poniżeniu. Karykatura króla poruszy wszystkich. Oczywiście nie do nawrócenia, ale do śmiechu i szyderstwa. Jezus ośmieszony, z koroną na głowie, godzi się na przyjęcie tego, co w ludzkim umyśle zrodzić się może najgorszego. Rozum – piękny dar Boga przekazany wyłącznie ludziom – staje się narzędziem zła. Czasami wydaje się nam, że grzech to tylko coś zewnętrznego, ale nie szukamy źródła, z którego wypływa. To właśnie w naszej głowie wszystko się zaczyna. Tam, schowani przed wzrokiem innych, obmyślamy zasadzkę na sprawiedliwego. Dopóki zło panuje w naszej głowie, na próżno szukamy mądrości. Mądrością jest bowiem bojaźń Boża, a unikanie zła rozumem (por. Hi 28, 28).

Droga krzyżowa

Zabrali zatem Jezusa. A On sam, dźwigając krzyż, wyszedł na miejsce zwane Miejscem Czaszki (J 19, 16). Najdłuższa droga w dziejach świata. Prowadzi od pierwszego grzechu w Raju po ostatni grzech człowieka końca czasów. Wyboista, nierówna i zagmatwana, ale co najgorsze śmiertelnie niebezpieczna. Jezus wchodzi na tę drogę gotowy na wszystko. Wie, że na jednym upadku się nie skończy. Wie, że spotka tam różnych ludzi. Zabierze to wszystko na Kalwarię. Tam jest przystanek końcowy i to tam cała ludzkość zostanie wyniesiona do góry. Także nasze drogi z Jezusem nie są łatwe. Ważne jest to, aby nie zwątpić, że nadal jestem na dobrej drodze. Pójdę za Jezusem, a On mnie poprowadzi. Każdy kamień i każda nierówność pod moją stopą będzie odczuwana także pod jego stopami. Będziemy współtowarzyszami podróży, która swój bieg kończy w krainie, gdzie mieszkań jest wiele (por. J 14, 2).

Śmierć Pana Jezusa

I skłoniwszy głowę, oddał ducha (J 19, 30). Nie ma wystarczających słów, aby opisać, czym jest śmierć najlepszego z ludzi i jedynego Boga, jaki istnieje. Człowiek jednak zdolny był do takiego czynu. Błąd… To JA byłem zdolny do czegoś takiego. Nie jestem z tego dumny, ale przecież też nic nie zrobiłem, aby zmienić los Tego, któremu obiecałem wierność aż po grób. Jestem zdolny powiedzieć: Panie, nigdy to na ciebie nie przyjdzie. Gotów jestem życie za ciebie oddać. Chwilę później uciekam, bo nie chcę patrzeć na tę śmierć, a przy okazji może nawet zachowam własne życie. Dopóki jednak nie stracę tego, co dla mnie najcenniejsze, nie będę miał współudziału w tym, co dla mnie przygotowane przez Boga. Paradoks krzyża jest paradoksem zbawienia. Nie zasłużyłem, a jednak otrzymuję, bo taki jest Bóg, który umarł za mnie, gdy jeszcze byłem grzesznikiem (por. Rz 5, 8).