30

KWIECIEŃ

Powściągliwość i cnota cichości

facebook twitter

Cichość jest to cnota, która powściąga w nas poruszenia gniewu wedle sądu zdrowego rozumu. Tej cnoty szczególnie nauczał Pan Jezus, gdy mówił: „Uczcie się ode Mnie, bo jestem cichy i pokorny sercem” (Mt 11:29). A najbardziej ją zalecił, gdy wyrzekł: „Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” (Mt 5:5). Ta cnota musi być wielką, kiedy ją Zbawiciel liczy do rzędu błogosławieństw. Przez nią szczególnie stajemy się naśladowcami Pana Jezusa, który, gdy mu złorzeczono, nie złorzeczył; gdy Go do krzyża niewinnie przybito, a On się modlił, uniewinniając winowajców, że nie wiedzą, co czynią.

Cichość przeciwna jest krzykowi, zgiełkowi i wrzawie. Święty i wielki patriarcha Józef, odprawiając swoich braci z Egiptu do domu swego ojca, tylko dał im upomnienie: „Nie kłóćcie się w drodze” (Rdz 45:24). Także i nam pamiętać o tym należy, bo ten nędzny żywot jest jedynie drogą do żywota szczęśliwego w wieczności. Nie kłóćmy się i nie gniewajmy między sobą w tej drodze. Idźmy razem z towarzyszami i „z bracią naszą” cicho, spokojnie i zgodnie.

Nieraz zdaje się nam, że mamy obowiązek ostro wystąpić i zgromić napastnika szorstkimi słowami; tymczasem jest to złudzenie. Nie światły rozum wtedy do nas przemawia, ale nasza ślepa namiętność. Kto ulega gniewowi, to jakby powierzał się rozhukanemu rumakowi, który nie chce się kierować cuglami. Św. Franciszek Salezy radzi, abyśmy poruszenia gniewu powściągali przy każdej sposobności. On twierdzi, że lepiej będzie, gdy o tobie ludzie mówić będą, iż się nigdy nie unosisz gniewem, aniżeli mianoby powiedzieć, iż czasami się gniewasz ze słusznych powodów. Albowiem gdy raz gniew wejdzie do naszego serca, to potem trudno go z niego wygnać. Stąd wskazanym jest, abyśmy na samym wstępie drzwi przed nim zamknęli. I rozum sam mówi: jeśliśmy ponieśli jakiś uszczerbek i stratę na majątku lub sławie, to po cóż jeszcze z własnego popędu tracić miły spokój? Nieraz ludzie wyrządzą ci jaką zniewagę, to dlaczego masz się na nich gniewać i tym sposobem tracić jeszcze spokój wewnętrzny? Wszak utrata spokoju jest większym nieszczęściem, aniżeli utrata sławy lub majątku. Kto zatem otrzymawszy jakąś zniewagę, złości się, sam się niepotrzebnie karze. A sam niepokój wewnętrzny naraża nas na wielką szkodę, bo jak mawiał św. Alojzy Gonzaga, diabeł zwykle w mętnej wodzie łowi ludzkie dusze.

Jeśli więc jakiś bliźni wyrządzi wam krzywdę albo ze złością na was napadnie, mówcie do niego z największą łagodnością. Mówi bowiem polskie przysłowie: „Łagodna mowa – pewna namowa”. A jeślibyście czuli w duszy waszej wielkie zaniepokojenie, to raczej zachowajcie milczenie, aby namiętność wasza nie uniosła was do jakiegoś nierozważnego czynu lub słowa. Czekajcie, aż się umysł wasz uspokoi, a wtedy ujrzycie jasno, iż to, do czego was gniew popychał, było niedorzecznością. Namiętność bowiem jest jakby czarną zasłoną, która nam zasłania przedmiot i nie daje rozeznać fałszu od prawdy i niesprawiedliwości od słuszności.

Jeśliby zaś bliźni, który was obraził, poznawszy swój błąd przyszedł do was, aby was przeprosić, z wami się pojednać, to pamiętajcie sobie dobrze, abyście na niego krzywo nie patrzyli, ani też z niechęcią mu nie odpowiadali, gdyż tak postępując, wykroczylibyście przeciw miłości. Moglibyście tym sposobem pogrążyć bliźniego w większą złość, popchnąć go do nienawiści i zemsty wtedy dalibyście zgorszenie światu, nie odpuszczając waszemu winowajcy. Owszem, okażcie mu serce pełne miłości i zapewnijcie, że go szanujecie i kochacie, i proście o wzajemne przebaczenie winy, którą mogliście łatwo także popełnić względem niego. A jeślibyście wy sami przez porywczość ludzką uchybili komu z bliźnich, wtedy bez odwłoki starajcie się zbliżyć do niego i usunąć nieporozumienie, choćby was to miało wiele kosztować. Bo jak najlepszym lekarstwem przeciw kłamstwu jest szybko je odwołać, skoro się w nim spostrzeżemy; tak najskuteczniejszym lekarstwem przeciw gniewowi, jest szybko go naprawić przeciwnym mu uczynkiem słodyczy i cichości. Bo jak to mówią: „Na świeże rany łatwiejsze lekarstwo”. A nadto, gdy jesteś spokojny i nie masz żadnego powodu do gniewu, zbieraj wielki zapas słodyczy i dobrotliwości, każde słowo wymawiając i każdą swą sprawę, wielką czy małą czyniąc w najsłodszy sposób, na jaki tylko zdobyć się możesz. Albowiem nie dość jest mieć słodkie słowo na zewnątrz w kontakcie z bliźnim, trzeba mieć nadto słodycz w piersiach, to jest w głębi duszy.

Opracował: Maciej Otłowski i ks. Marcin A. Różański 

Podobne artykuły