Mężczyźni św. Józefa

facebook twitter

16-01-2018

Andrzej Lewek - szczęśliwy mąż Basi, ojciec Kasi, Jasia i Marysi. Z zawodu informatyk, pracuje w międzynarodowej korporacji, równocześnie od wielu lat zaangażowany w Kościele w dziele ewangelizacji poprzez Szkoły Nowej Ewangelizacji. W Sekretariacie ds. Nowej Ewangelizacji odpowiada za diakonię informacji i mediów. Obecnie koordynuje ruch Mężczyzn św. Józefa.

Redakcja: Czym jest ruch Mężczyzn św. Józefa?

Andrzej Lewek: Mężczyźni św. Józefa to ruch mężczyzn. Ruch, w którym – jako mężczyźni – próbujemy odkryć na nowo nasze miejsce w Bożym planie. Miejsce, z którego kultura i historia, a może przede wszystkim nasze zaniedbania i lenistwo nas wyrugowały. Potrzebujemy świeżego spojrzenia na męskość oczami Biblii, w kontekście Bożego zamysłu. Kto najlepiej zna naszą naturę jak nie Ten, Który nas stworzył?
Bynajmniej nie chodzi nam o pusty aktywizm. Jezus obiecał nam życie, i to w obfitości (por. J 10, 10). Dlatego chcemy to życie odkrywać w Nim, bo tylko w Nim możemy doświadczyć owej obfitości.

Czemu taka grupa potrzebna jest w Kościele, skoro istnieje już kilka do niej podobnych?

Jeśli faktycznie jest sporo podobnych grup w Kościele – to Bogu dzięki! Ja nie widzę ich tak wielu. Ale faktycznie jest ich coraz więcej, co pokazuje, że mamy szczególny czas, czas, w którym Bóg porusza męskie serca, wzbudza w nas pragnienie prawdziwej męskości. Kiedy zaczynaliśmy sześć lat temu – byliśmy ruchem prawdziwie niszowym. Jednak stopniowo odkrywaliśmy, że nie jesteśmy jedyni. Bóg poruszył równocześnie mężczyzn w innych miejscach w Polsce, ale też w innych krajach Europy czy Ameryki. I nagle odkryliśmy, że podobne pragnienia i wizje Bóg złożył w wielu miejscach równolegle, zupełnie niezależnie. Odkrywając to, zyskuję przekonanie, że to nie jest nasz wymysł, nie są to nasze ambicje czy aspiracje, a prawdziwie dzieło Tego, który w nas jest sprawcą i chcenia, i działania zgodnie z Jego wolą (por. Flp 2, 13).

Jak przedstawiają się Mężczyźni św. Józefa w liczbach (statystyki, frekwencja, liczba członków, obecność w innych miastach, itp.)?

Nie prowadzimy takich statystyk. Ruch w swej naturze jest zjawiskiem mało mierzalnym. Widzimy i wspieramy męskie grupy w różnych miastach w Polsce i na świecie. Jednak nie budujemy własnego królestwa, nie odcinamy kuponów, nie prowadzimy ksiąg wieczystych. To Boże działanie, Jego królestwo i On prowadzi Księgę Życia, w której jesteśmy wszyscy (w co mocno wierzę) odnotowani.
Możemy powiedzieć, że jesteśmy zarówno w dużych miastach (Warszawa, Kraków, Wrocław, Łódź, Lublin, Poznań, Rzeszów, Szczecin, jak też w małych miejscowościach, np. Krzywaczka, Bęczarka), a także w średnich miastach (Mielec, Wołczyn, Piła, Bielsko-Biała, Jaworzno, Elbląg). Można wymieniać dalej, ale tak naprawdę przestrzeń dla męskich grup jest w każdej parafii, w każdej miejscowości czy dzielnicy, na każdym osiedlu.

W jaki sposób Mężczyźni św. Józefa rozwiązują swoje problemy?

Na kolanach. To najlepsza i najbardziej zasadna pozycja. Możemy oczywiście sami szarpać się z problemami. Mamy jednak „pomoc w imieniu Pana, który stworzył niebo i ziemię” (por. Ps 124, 8).
Nie chodzi wcale (i proszę mnie źle nie zrozumieć) o bierność i naiwność. Jednak mamy do wyboru albo realizowanie własnych ułomnych pomysłów, albo współpracę z Tym, który z tymi, co Go miłują współdziała we wszystkim dla ich dobra (por. Rz 8, 28). Wybór jest więc oczywisty. Lepiej oprzeć się na Tym, który Jest Wszechmogący, wie wszystko, a do tego chce dla nas tego, co najlepsze. Stąd problemy chcemy rozwiązywać w kaplicy, na kolanach.

Czy zgodzi się Pan z obiegowym stwierdzeniem, że w Kościele brakuje miejsca dla mężczyzn, że duszpasterstwo jest zbyt kobiece?

W Kościele jest dużo miejsca dla mężczyzn. Problem w tym, że mężczyźni nie chcą tego miejsca zajmować. To nie jest tak, że kobiety zajęły nasze miejsca i nas wyparły. Wręcz przeciwnie. Sporo miejsc, i to tych najlepszych, zaraz w pierwszych ławkach czeka na nas. I naszym celem nie jest ograniczanie liczby kobiet w Kościele. Wręcz przeciwnie. Niech kobiety będą. Niech ich będzie jeszcze więcej! Ale chcemy, by mężczyzn było przynajmniej tyle samo, co kobiet, by przywrócić zdrowe proporcje.
Duszpasterstwo staje się kobiece w całkiem naturalny sposób. Skoro w Kościele są głównie kobiety – trudno się dziwić, że to do nich dostosowane są formy przekazu. Ale pamiętajmy, że się różnimy. Mamy różne role, cechy, a przede wszystkim różną wrażliwość. Gdy w zimie zaczynamy ogrzewać mieszkanie, oczywistym się staje, że kobiety preferują temperaturę wyższą przynajmniej o 2, 3 stopnie niż mężczyźni. Podobnie jest w życiu duchowym. Kobiety preferują piękno, stabilność, bezpieczeństwo, podczas gdy mężczyźni wolą wyzwania, rywalizację, aktywność. Stąd potrzebujemy skorygować ustawienia termostatu w Kościele na wartości bliższe męskiej wrażliwości. Tak, byśmy nie ograniczali się do biernego obserwowania tego, co się dzieje w Kościele. My chcemy być aktywni, tworzyć Kościół, podejmować odpowiedzialność. Dlatego męskie grupy uzupełniają życie Kościoła o męski pierwiastek.

Kto powinien grać pierwsze skrzypce w rodzinie?

Pytanie trąci wojną stanową. Bynajmniej nie jest to poziom, na którym powinniśmy funkcjonować. Polem rywalizacji (o której wspominałem w poprzednim pytaniu) nie powinna być rodzina. Tu, zamiast rywalizacji, winniśmy promować komplementarność. W różności, którą Bóg w nas wpisał, możemy obserwować uzupełnianie obdarowań. To, co jest moją mocną stroną wcale nie jest (i dzięki Bogu nie musi być) mocną stroną mojej żony. Ja z kolei nie muszę być lepszy od niej w tym, co jest jej domeną. Pozwólmy sobie na bycie różnymi, by w ten sposób doświadczyć bogactwa różnorodności.
Mówiąc o pierwszych skrzypcach możemy też myśleć o odpowiedzialności, prowadzeniu, byciu kapłanem, opiekunem, liderem. To role, w których postawił Bóg mężczyznę. Wcale nie dlatego, że mężczyzna jest lepszy. Bynajmniej. Jest tak dlatego, że tak to zaplanował Bóg, a wszystko, co On uczynił było bardzo dobre (por. Rdz 1).
Istotą męskości jest odpowiedzialność. I Bóg składając ją na barki mężczyzn, chce nas wyposażać do jej podjęcia. Dlatego potrzebujemy – jako mężczyźni –  wchodzić w Boży plan dla naszego życia i przyjmować Jego wyposażenie dla nas. I dlatego potrzebujemy –  jako mężczyźni –  stawać razem przed Bogiem.


Artykuł pochodzi z Kleryckiego Kwartalnika Wspólnota Michael
http://mezczyzni.net

Podobne artykuły