KAZANIE PASYJNE (1) - Modlitwa Jezusa w Ogrójcu

facebook twitter

17-02-2018

Bywają dni, kiedy układa się nie tak, jakbyś chciał. Jakieś słowo powiedziane w złości, niepotrzebna niechęć do kogoś, czyny, w których masz poczucie bezsensu i pustki, braku nadziei. Spójrz wtedy na krzyż. Chrystus pokazuje, jak szukać woli Boga wtedy, gdy ciężko i źle. Bo przecież ukrzyżowano tego, który jest samą Miłością. Może i tobie czasem ktoś za miłość i dobroć zapłaci podobnie?

Był 13 dzień marca Roku Pańskiego 1707, pierwsza niedziela Wielkiego Postu. W kościele św. Krzyża w Warszawie zebrali się wierni, którzy pod przewodnictwem oficjała, ks. Sebastiana Wierzbowskiego i wizytatora, ks. Michała Tarły, odśpiewali po raz pierwszy w Polsce Gorzkie żale. Nikt z tych, którzy wówczas je śpiewali, pewnie nie przypuszczał, że przez następne 300 lat Gorzkie żale będą jednym z ważniejszych nabożeństw Wielkiego Postu.

Gorzkie żale, które powstały pod wpływem średniowiecznych misteriów, dialogów i pieśni pasyjnych, mają swojego autora. Jest nim ks. Wawrzyniec Benik ze zgromadzenia księży misjonarzy, który swego czasu był również wykładowcą w seminarium zamkowym na Wawelu w Krakowie. Choć ks. Benik napisał to nabożeństwo głównie dla Bractwa św. Rocha, to jednak wielki wkład w jego rozpowszechnianie mają sami misjonarze. Mieli w tym względzie dość ułatwione zadanie, ponieważ w XVIII wieku prowadzili 22 z 31 seminariów w Polsce. Stąd też nabożeństwo to w szybkim tempie rozszerzyło się na cały kraj.

Dziś, w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu Roku Pańskiego 2018 wchodzimy w nurt tej starej i pięknej tradycji. Nasze rozważania pójdą jej śladami: od Ogrodu Oliwnego, poprzez scenę zaparcia się Piotra, spotkanie Jezusa z Matką i Dobrym Łotrem, adoracją krzyża aż po pogrzeb Chrystusa. Poruszeni wewnętrznie śpiewem Gorzkich żali – ułożonych w schemacie starej jutrzni brewiarzowej – chcemy na nowo wejść w dramat tamtych wydarzeń.

Wszystko zaczęło się w ogrodzie Eden. Szóstego dnia Bóg umieścił w nim ludzi stworzonych na swój obraz i podobieństwo, błogosławił im, dał wszystko, co było potrzebne do życia. Nie wiadomo, jak długo trwałby ten stan szczęścia, gdyby ludzie nie zechcieli sami decydować o tym, co dobre, a co złe. Sprzeciwili się woli Boga i zjedli zakazany owoc. Bóg wiedział, że zbliżając się w powiewie wiatru łagodził słoneczny upał i napełnił tych dwoje szczęściem. Nie dostrzegł ich jednak w znanym miejscu. Zawołał: „Adamie, gdzie jesteś?” I zaczęło się. Zaczęło się bolesne odkrycie upadku pierwszych ludzi.

Bóg wychodzi do człowieka. Tam, w ogrodzie Eden, by ofiarować mu szczęście. Jednak wolny człowiek wybiera zgubę. Bóg wychodzi do człowieka. Na Golgocie, by wyrwać go z niewoli grzechu przez śmierć swojego Syna, który wydaje się w ofierze za człowieka. Bóg wychodzi do ciebie, lecz jakże często jesteś zmuszony ukryć się przed Nim w swoim zawstydzeniu. Zawstydzeniu z powodu grzechu, upadku, niewierności wobec Jego miłości. Miłości prowadzącej Chrystusa na krzyż, gdzie wypowiedział tak bardzo ludzkie słowa bezsilności, które także były potrzebne, aby cię odkupić.

I znowu zaczyna się coś dziać w innym ogrodzie. Oto Chrystus, potomek Niewiasty, którą Bóg zapowiedział w Edenie, oto Syn Boży boi się, odczuwa smutek i trwogę – tak bardzo po ludzku. Modli się do Ojca: „Jeśli możliwe… oddal… Lecz jeśli taka wola Twoja…". To było w ogrodzie Getsemani, przed męką i śmiercią za ciebie i dla ciebie. Za grzechy pierwszych i ostatnich ludzi.

Dwa ogrody. Różne od siebie w opisie zdarzeń, lecz bliskie sobie. Odrębne i oddalone w czasie, lecz obydwa dla ciebie. Raz po raz jeden z nich oddala się, a drugi przybliża. Jeden drugiemu ustępuje miejsca. Ogród grzechu i ogród modlitwy, ogród upadku i ogród poddania się woli Ojca. To ty masz na nie wpływ. To ty jesteś odpowiedzialny za wybór jednego z nich. Swój własny wybór.

Tym razem mały kościół nie został wypełniony po brzegi, jak na innych ślubach. Ten był skromny. Parę dni podróży poślubnej upłynęło młodym jak sen. Trzeba było wracać do rzeczywistości. Ona na uczelnię, on do pracy. Od tej pory budowali swoje małe szczęście. Nie było to łatwe. Uczyli się bycia razem i dopiero naprawdę się poznawali. Odkrywała jego zalety. On pokazywał jej, ile radości można dać drugiemu człowiekowi. Podziwiała go za to, że widział dla niej inaczej. Mówił: „Jesteś jedynym promykiem w otaczającej mnie ciemności”. Był niewidomy. Bracie i siostro – widzieć w inny sposób, to widzieć swoje życie, patrząc na krzyż; choćby ogarniały cię zewsząd ciemności. Tego blasku nikt i nic nie zaćmi, nie może zaćmić.

Chrystus tak bardzo zdaje się na wolę swojego Ojca. Boi się, lecz ufa, mówiąc: „Jednak nie jak ja chcę, ale jak Ty”. Woli Bożej poddał się Jezus, poddali się ludzie – szczerze, autentycznie, z wiarą. A ty? Czy stać cię na zaufanie w chwilach niepowodzeń, lęku o przyszłość, w chwilach, gdy małe sprawy zaczynają cię przerastać, a ludzie wokół wydają się obcy…

Ty jednak wciąż wolisz Eden. Chcesz żyć według własnej woli, własnych pragnień, wciąż upadasz. Buntujesz się przeciwko przykazaniom, przeciw Bożym poleceniom i nakazom. Upadasz i niszczysz swoje szczęście w zamian za krótką chwilę fałszywych korzyści, jakie przynosi grzech.

Bywają dni, kiedy układa się nie tak, jakbyś chciał. Jakieś słowo powiedziane w złości, niepotrzebna niechęć do kogoś, czyny, w których masz poczucie bezsensu i pustki, braku nadziei. Spójrz wtedy na krzyż. Chrystus pokazuje, jak szukać woli Boga wtedy, gdy ciężko i źle. Bo przecież ukrzyżowano tego, który jest samą Miłością. Może i tobie czasem ktoś za miłość i dobroć zapłaci podobnie? Trzeba jednak widzieć cel, który pokazuje światło krzyża. Widzieć sens, jak widział cierpiący za ciebie Chrystus.

Popatrz, jak cenny jesteś w oczach Boga. Nie oszczędził swojego Syna dla twojego nowego życia. Ta śmierć nie przyniosła pustki, lecz dała odkupienie. Czy rozumiesz, że Jezus w Ogrodzie Oliwnym przygotowuje się na śmierć dla ciebie? Może czasem idąc z Eucharystycznym Jezusem do chorych, widać, jak inni nie chcą się z Nim spotkać, odwracają się, bardziej zajęci chorobą ciała, niż duszy. Mniej taktowni oświadczają z dumą: „ ja już kilkanaście lat nie byłem i nie mam zamiaru być u spowiedzi i u Komunii…”. To prawda. Ciebie to nie dotyczy, bo takich spraw nie masz na sumieniu. Lecz i do ciebie Jezus powiedział w Ogrojcu: „Czuwajcie i módlcie się, abyście nie ulegli pokusie.” Bo nie ma dobrego uczynku bez modlitwy, a modlitwa bez uczynków jest czymś martwym. Tylko czy zbyt często nie przyjmujesz postawy apostołów, których Pan zastaje śpiących?

W sztuce Maxa Frischa Biedermann i podpalacze działa szajka patologicznych podpalaczy: płoną domy na prawo i lewo, a ci, których jeszcze nie dotknął pożar, nie starają się ani nie umieją przeciwdziałać. Chociaż podpalacze znaleźli się już w ich domu, to „ludzie przyzwyczaili się do smrodu benzyny”, zgnuśnieli i ogłupieli do tego stopnia, że z pełnym zaufaniem wręczają podpalaczom materiały palne aż do zapałek włącznie. Czy czegoś podobnego nie obserwujesz w swojej rzeczywistości i w swoim środowisku? Czy nie widzisz, że – mówiąc językiem Stanisława Wyspiańskiego – „jakieś dziwne spanie” zmogło ludzi?

Dlatego otwierajmy nasze oczy „snem zmorzone”. Rozpoczął się Wielki Post – czas przemyśleń i postanowień. Niech będzie też czasem wyboru ogrodu: zbliżeniem się do Ogrójca, w którym Jezus oddaje się w ręce Ojca, a oddaleniem się od Edenu, w którym pierwsi ludzie odwrócili się od Boga. Pamiętaj, po śmierci nikt nie zapyta o liczbę dni przeżytych na ziemi, ale zapyta: jakie one były? Dlatego ten Wielki Post wykorzystaj jak najlepiej.

Podobne artykuły