Dlaczego kolędy śpiewamy do lutego?

facebook twitter

28-01-2019

Pozwólcie, że rozpocznę od pewnego cytatu, który niedawno znalazłem w internecie. Bardzo mi się spodobał. A brzmi tak: „Kto śpiewa - dwa razy się modli, a kto fałszuje, ten trzy razy się modli; a kto słucha fałszującego - towarzyszy Jezusowi na drodze krzyżowej”. Tak więc każdy ma w śpiewie jakąś rolę do odegrania. A temat konferencji jest w formie pytania: Dlaczego kolędy śpiewamy do lutego? A konkretnie do 2 lutego, do Święta Ofiarowania Pańskiego, znanego w naszej tradycji również jako Święto Matki Bożej Gromnicznej. 

Zanim jednak odpowiemy sobie na to pytanie, zastanówmy się, dlaczego w ogóle śpiewamy kolędy, pastorałki? Pięknie na to pytanie odpowiedział kiedyś ks. Jan Twardowski. Oto jego słowa: „Dlaczego śpiewamy kolędy? Dlatego, żeby uczyć się miłości od Pana Jezusa. Dlatego, żeby się uśmiechnąć do siebie. Dlatego żeby sobie przebaczać”. Dlaczego jeszcze? Ponieważ dźwięki tych pieśni kojarzą się nam z Bożym Narodzeniem jednym z najpiękniejszych i najbardziej rodzinnych świąt w całym roku.

Doskonale pamiętam z czasów dzieciństwa, jak bardzo czekałem na Boże Narodzenie; jak nie mogłem się doczekać szopki w kościele, śpiewania czy słuchania kolęd i ubierania choinki. Zdradzę wam, że kiedyś dostałem jakiejś, mam nadzieję, że pozytywnej tzw. głupawki i pod nieobecność rodziców w domu, ubrałem choinkę w... sierpniu! Tak! Kiedy rodzice wrócili do domu, byli w ciężkim szoku! W święta Bożego Narodzenia śpiewaliśmy kolędy przy stole, ale chyba częściej słuchaliśmy ich ze starych płyt winylowych lub tzw. pocztówek dźwiękowych odtwarzanych na adapterze (takie to cuda techniki mieliśmy wtedy). Ale przeżycie było niezapomniane! U nas w domu królowały kolędy w wykonaniu Mazowsza, potem pojawiły się Poznańskie Słowiki, potem czołowi polscy artyści operowi i estradowi.

Skąd wzięło się słowo kolęda i co oznacza? Pochodzenie samego słowa nie do końca zostało wyjaśnione przez uczonych. Najczęściej wspomina się o łacińskich calendae, spolszczanych jako kalendy. Tym wyrażeniem określano w starożytnym Rzymie pierwsze dni każdego miesiąca, stąd też pochodzi nasze słowo kalendarz. A najważniejszy wśród rzymskich miesięcy był styczeń, bo wraz z jego początkiem swój urząd obejmowali konsulowie. Juliusz Cezar dzień 1 stycznia uczynił początkiem każdorazowego nowego roku. W tym dniu Rzymianie odwiedzali się nawzajem, obdarowywali prezentami i składali sobie życzenia. Dla chrześcijan najważniejszym wydarzeniem dziejów były narodziny Jezusa Chrystusa. Już w III wieku pojawiły się w Kościele poglądy, że Jezus narodził się 8 dni przed kalendami styczniowymi, czyli 25 grudnia. W Cesarstwie Rzymskim od końca III wieku obchodzono tego dnia święto Niezwyciężonego Słońca, gdyż dzień ów następował tuż po astronomicznym przesileniu zimowym. Nie bez powodu Kościół w IV wieku wybrał 25 grudnia na uroczystość Bożego Narodzenia, skoro, jak czytamy w Ewangelii wg św. Łukasza, ojciec Jana Chrzciciela zapowiadał nadejście Chrystusa słowami: „z wysoka Wschodzące Słońce nas nawiedzi” (Łk 1, 78). Pieśni bożonarodzeniowe prawdopodobnie więc wywodzą się z rzymskich zwyczajów. Podczas styczniowych kalend Rzymianie śpiewali pieśni powitalne i pochwalne na cześć odwiedzanych gospodarzy, którzy przygotowywali uroczyste uczty.

Gdy Kościół na trwałe wpisał Boże Narodzenie do kalendarza liturgicznego, chrześcijanie zaczęli dedykować pieśni kalendowe Bogu Wcielonemu. Kolędy pisał i śpiewał św. Franciszek z Asyżu, któremu zawdzięczamy zresztą i inny bożonarodzeniowy zwyczaj: budowanie po kościołach betlejemskich szopek. Kolędy śpiewano nie tylko w kościołach, ale i w teatrzykach, na rynkach i w prywatnych domach. Kolęd powstało w ciągu wieków bardzo wiele. Najstarszą znaną nam dziś kolędą polską jest pieśń „Zdrów bądź, Królu Anielski” z roku 1424. Te, które śpiewamy dziś, w większości były tworzone od XVII do XIX wieku. Są wśród nich prawdziwe muzyczne i literackie perły. Autorstwo kolędy „W żłobie leży” przypisywano niegdyś samemu księdzu Piotrowi Skardze. Natomiast jej melodia to polonez koronacyjny króla Władysława IV. Wspaniały kolędowy tekst napisał osiemnastowieczny poeta Franciszek Karpiński. To dzięki niemu, także w polonezowym rytmie, śpiewamy dziś pieśń „Bóg się rodzi”. Wśród polskich kolęd znaleźć można zarówno gromkie hymny, np. „Tryumfy Króla Niebieskiego”, jak i czułe kołysanki: „Jezus malusieńki”, „Gdy śliczna Panna”.

Nie wszystkie jednak wśród polskich pieśni bożonarodzeniowych są tak wzniosłe. Zdarzają się piosenki pełne żartów, których słowa właściwie nie nawiązują do teologii. Często ich bohaterami są pasterze udający się do żłóbka, dlatego w polskiej tradycji pieśni te nazywamy pastorałkami, zachowując dostojne miano kolędy dla utworów głębszych. W XX wieku obok kolęd i pastorałek pojawiły się też zupełnie już świeckie pieśni na temat świątecznego czasu. Treści teologiczne są w nich prawie nieobecne. Zostały ogólne zachęty do wprowadzania w świat pokoju i składania sobie życzeń pośród świateł choinki. Nie ma w nich już zwykle czystości i głębi dawnych kolęd. Dlatego dobrze, że wciąż kolędy śpiewamy. I wracamy do pytania: dlaczego do 2 lutego? Dla mnie inspiracją, by poszukać odpowiedzi na to pytanie, był także list Ewy, waszej rówieśniczki. Oto jego treść:

„Kiedy kończy się czas świętowania Bożego Narodzenia? W kościele w Niedzielę Chrztu Pańskiego podkreślano, że właśnie dziś kończy się okres Bożego Narodzenia, więc już nie śpiewamy kolęd, rozbieramy żłóbki itp. A przecież dobrze pamiętam, że to Święto Ofiarowania Pańskiego zamyka czas bożonarodzeniowy. Tak było jeszcze kilka lat temu. Czy to tylko «przesadzona polska tradycja» jak powiedział pewien proboszcz? Czy też w niedawnym czasie zmienił się kalendarz liturgiczny?”

Tak, okres liturgiczny Bożego Narodzenia kończy się Świętem Chrztu Pańskiego. Taki jest zapis odnowionej, posoborowej liturgii. Istnieje jednak wiele tradycji i pięknych zwyczajów. Nie wiem, jak jest teraz, ale za pontyfikatu Ojca Świętego Jana Pawła II choinka i szopka na placu św. Piotra w Watykanie stały aż do Ofiarowania Pańskiego. Niby nic, a przecież watykańska liturgia jest dla rzymskich katolików wzorcowa, wie o tym każdy liturgista. Przyczyną całego ambarasu jest zapis kalendarza sprzed soborowej reformy liturgii, kalendarza trydenckiego, który w Ofiarowaniu Pańskim widział koniec bożonarodzeniowych obchodów. Kalendarz został zmieniony, tradycje pozostały – dowodem są odżywające tu i tam spory, jak długo śpiewać kolędy. Kiedyś po mszy św. porannej sprawowanej w prywatnej kaplicy Ojciec Święty Jan Paweł II odwrócił się do księży i zapytał: A szopka na placu stoi jeszcze? Będą ją dzisiaj demontować, Wasza Świątobliwość – pospiesznie odpowiedział jeden z prałatów. Powinna stać aż do wieczora – odrzekł Ojciec Święty, groźnie postukując laską. Potem jednak rozpromienił się i udzielił błogosławieństwa.

Dlaczego śpiewamy kolędy do 2 lutego? Myślę, że są jeszcze powody duszpasterskie, praktyczne:

  1. W naszej polskiej pobożności mamy zamiłowanie do kolęd, pastorałek, jasełek.
  2. W wielu parafiach trwa jeszcze wizyta duszpasterska, odwiedzenie rodzin i tam przecież śpiewa się kolędy; dlaczego zatem nie robić tego w kościele podczas liturgii?
  3. W licznych wspólnotach: grupach parafialnych i różnych instytucjach odbywają się również spotkania opłatkowe, którym towarzyszy śpiew kolęd i pastorałek.

I na koniec moje osobiste doświadczenie z wizyty duszpasterskiej tutaj, w Stalowej Woli. Kiedy odwiedzaliśmy rodziny w blokach lub w domach, ministranci, którzy szli razem z księżmi, mieli za zadanie śpiewać kolędy. Większość śpiewała tak, że cały blok się trząsł. Miałem obawy, czy ktoś nas zaraz nie pogoni za zakłócanie odpoczynku. Ale nic takiego się nie wydarzyło. Za to zza drzwi wychylały się uśmiechnięte twarze mieszkańców, którzy podejmowali śpiew. I dodam jeszcze: nie miałbym nic przeciw temu, gdyby kolędy można było śpiewać jeszcze dłużej...