Czy człowiek jest bogiem?

facebook twitter

23-08-2018

Człowiek jest miarą wszechrzeczy. Stwierdzenie sofistów ukształtowało na wieki myślenie ludzi o samych sobie. Antropocentryzm rozwijał się w kolejnych epokach i nabierał nowych znaczeń, często skrajnie się różniących. Dziś to pojęcie tak bardzo się skomplikowało, że często nie jesteśmy już w stanie stwierdzić, czy kiedy mówimy o antropocentryzmie, to mamy na myśli antropocentryzm aksjologiczny Feuerbacha i Nietzschego, metafizyczny Schelera, czy teologiczny Rahnera. A to tylko kilka z możliwych rozwiązań. Nie o filozofii jednak będzie ten wpis, ale o praktycznym antropocentryzmie współczesnego świata. O tym, jak to człowiek może postawić się na miejscu Boga.

Ciekawą sprawą z pierwszych stron Biblii jest to, że w momencie kuszenia Adama i Ewy, wąż stara się przekonać pierwszych ludzi, że poznając dobro i zło, „będą jak Bóg”. Ta sprytna sztuka manipulacji miała utwierdzić ludzi w przekonaniu, że skoro Bóg kocha ich nieskończenie, to powinien ustąpić ze swojego miejsca i postawić na nim człowieka. Problem polega na tym, że człowiek nigdy nie będzie jak Bóg, a wszelkie próby stawiania człowieka w miejscu Boga kończyły się w historii tragicznie.

Współczesność stara się postawić człowieka w centrum. Przeceniając jego zdolności i bagatelizując grzech, dokonuje apoteozy (ubóstwienia) człowieka i jego działalności. Proponuje nawet, aby to człowiek decydował o tym, jak ma wyglądać moralność, wolność i prawda. Wszelkie formy imperatywów traktuje jako zagrożenie dla człowieczeństwa i wolności. Jednak kiedy człowiek zaczyna dotykać rzeczywistości takich jak śmierć, przemijanie i cierpienie, nagle okazuje się, że bogiem nie jest i sam nie ma władzy nad nimi. Dobrze określił to Dag Hammarskjöld: „Bogiem” jesteś sam dla siebie, a zdumiewasz się, gdy stado wilków ściga cię zimą w mrocznej lodowej pustyni.

Współczesny antropocentryzm widzi człowieka głównie w kontekście socjologii i psychologii. Odrzuca jakąkolwiek nadprzyrodzoność. Patrzy na człowieka jedynie z perspektywy jego potrzeb, przeżyć i samorozwoju. Ostatecznie taka postawa prowadzi do „wewnętrznego wypalenia człowieka”. Nie jest przypadkiem, że żyjemy w czasach wszechobecnej depresji, nerwicy i braku nadziei. Tam, gdzie człowiek chce zapewnić sobie szczęście na własna rękę i tylko własnymi siłami, nagle okazuje się, że jest o krok od śmierci (zarówno fizycznej jak i duchowej). 

Szczęście człowieka nie leży w nim, ale w Bogu i tylko właściwie umieszczenie Boga w centrum jest prawdziwym antropocentryzmem. Chrystus jako Bóg i człowiek musi zająć miejsce pierwsze (antropo i teocentryczne). Tylko tak człowiek może stać się w pełni człowiekiem i w Chrystusie przekroczyć siebie w drodze do prawdziwego szczęścia.

Podobne artykuły