Black mirror [spoiler alert!]

facebook twitter

31-08-2018

W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie wielką popularnością, dzięki platformie Netflix, cieszy się brytyjski serial science-fiction „Black Mirror”. W Polsce znany jest jako „Czarne lustro” i również zdobył grono wiernych fanów. Słyszałem o nim wiele pozytywnych i krytycznych wypowiedzi, dlatego postanowiłem obejrzeć przynajmniej jeden odcinek.

Los chciał, że natrafiłem na pierwszy odcinek IV sezonu serialu o tytule „USS Callister”. Fabuła opowiada o programiście Robercie Daly (w tej roli Jesse Plemons), który będąc współwłaścicielem firmy informatycznej, jest całkowicie lekceważony przez swoich współpracowników i podwładnych. Jego praca ogranicza się do siedzenia w biurze i fascynacji serialem sprzed kilkudziesięciu lat. Jednak życie Roberta skrywa pewną mroczną tajemnicę. Za każdym razem, gdy wraca z pracy, podłącza swój umysł do stworzonej przez siebie gry komputerowej. Nie jest to jednak zwykła gra. Korzystając z DNA swoich pracowników, Robert stworzył symulację, w której znani mu ludzie występują jako postacie rozgrywki komputerowej. Robert jest głównym graczem, który posiada pełną kontrolę nad pozostałymi bohaterami. Może zadawać im ból, zlecać misje, a nawet przekształcać ich w kosmiczne potwory. Całość fabuły gry to parodia serialu „Star Trek”, w której główny bohater w groteskowy sposób kieruje misją statku USS Callister. Na ekranie nie brakuje scen, w których rozprawia się ze swoimi kolegami z pracy, mszcząc się za niepowodzenia lub czując do nich niewyrażoną antypatię.

Odcinek serialu ma, jak sądzę, pokazać podwójną rzeczywistość, w której żyje główny bohater. W pracy jest słabym szefem, który nie potrafi niczego wyegzekwować i raczej stroni od ludzi. Natomiast w świecie wirtualnym staje się tyranem, który wręcz psychopatycznie znęca się nad innymi. Rzeczywistość komputerowa staje się dla niego miejscem brutalnego odreagowywania porażek i problemów. Robert posiada dwie twarze. Z pozoru biedny i upokarzany, w świecie wirtualnym dokonuje rzeczy dużo straszniejszych niż pogarda i lekceważenie.

A teraz kilka wniosków. Oglądając ten serial, miałem wrażenie, że często także w moim środowisku doświadczam podobnych zachowań. Zdarza się bowiem, że ktoś w internecie zachowuje się jak wirtualna bestia. Schowany za ekranem własnego komputera potrafi innych upokarzać, hejtować, banować, usuwać, oczerniać i wyśmiewać. Zawsze wtedy zadaję sobie pytania: Jaki jest ten człowiek naprawdę? Jak zachowuje się w świecie realnym? Agresja w internecie nie jest tworem jednostek silnych i niezależnych, ale osób, które często nie radzą sobie same ze sobą i własnym życiem. To zmieniło moje postrzeganie świata wirtualnego. To, co widzę na ekranie, to często iluzja, która nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Anonimowość sprawia, że dla wielu internet to jedyne miejsce, gdzie mogą dać upust swoim frustracjom. Problem polega na tym, że takie zachowanie prowadzi do grzechu. Uderzanie w drugą osobę w świecie wirtualnym nie jest pozbawione winy moralnej. Nie można przymykać oczu na zachowania, które jawnie przeczą miłości bliźniego i powodują, że zło rozlewa się szerokim strumieniem przeciwko innym.

Może warto dzisiaj zrobić rachunek sumienia i jeszcze raz przemyśleć każdy wpis, komentarz lub dyskusję, którą prowadziłem w internecie?

Podobne artykuły