Ale to jest pycha!

facebook twitter

01-05-2019

Żyjemy pośród ludzkich słabości. Oczywiście, mam tu na myśli także własne przywary, które są dla innych nie do zniesienia, a dla mnie stanowią poważny powód do wewnętrznego zmagania i bynajmniej nie są powodem do dumy. Grzeszność człowieka powinna jednak być inspiracją do rozmyślań i poszukiwania skutecznych rozwiązań. Rozwiązania te domagają się jednak pokory, która pozwala na widzenie czegoś więcej niż tylko koniec własnego nosa. Tu dochodzimy do istoty sprawy i postawy, która sprawia, że nasze grzechy stają się podwójnie złośliwe i szatańsko aroganckie. Pycha, bo o niej mowa, sprawia, że zło staje się gorsze, a grzech cięższy. To ona sprawia, że Bóg staje się bezradny, a inni odsuwają się od nas i nazywają „toksycznymi”. Sam Pan Jezus powiedział świętej siostrze Faustynie: „Córko moja, wiedz o tym, że duszom pysznym nie udzielam swych łask, a nawet udzielone odbieram” (Dzienniczek Siostry Faustyny, 1170). Jako pysznego grzesznika bolą mnie te słowa, jednak po namyśle stwierdzam, że Jezus zwyczajnie nie ma innego wyjścia. Nie chciałbym być gołosłowny i podam kilka przykładów tego, jak pycha zmienia zwykły grzech w duchowe monstrum.

Myślę, że każdy z nas zmaga się czasami z lenistwem. Trudno jest nam się pozbierać i podjąć działania, które wymagają twórczego wysiłku. Obowiązki wydają się przykre, a systematyczność – przygnębiająca i szara. Jest jednak to grzech do wybaczenia, jeżeli wynika on ze zwykłej kondycji ludzkiego ducha i ciała. Nie jesteśmy przecież maszynami i każdy ma swoje granice wytrzymałości. Oczywiście, także i w takim przypadku należy zrobić wszystko, aby lenistwo przezwyciężać, ale wydaje się, że każdy zasługuje na wyrozumiałość i odmierzenie sprawiedliwą miarą. Jednak, gdy lenistwo wypływa z pychy i delikwent celowo nie wykonuje swoich obowiązków, bo wierzy, że inni są od tego, to mamy już do czynienia z perfidią, która jest trudna do usprawiedliwienia. Lenistwo z pychy jest wyrafinowaną formą pogardy wobec innych i ich pracy. Takie lenistwo staje się butnym wykorzystywaniem słabszych i przyprawia ludzi uczciwych o „duchowe mdłości”. Pyszny leniwiec to manipulant, który wykorzysta każdą okazję do wymigania się od obowiązków.

Przyjrzyjmy się innemu przypadkowi. Gdy ktoś zmaga się z apodyktycznością, to jesteśmy w stanie usprawiedliwić go ze względu na jego temperament, wychowanie lub pełnioną funkcję. Gdy jednak apodyktyczność wynika z pychy, mamy wtedy do czynienia z tyranem, który nie liczy się z opinią innych i robi wszystko, aby postawić na swoim. Nie interesują go ludzkie uczucia, intencje i wysiłki. Uważa się za lepszego, dlatego żyje w przekonaniu, że tylko on ma rację. Wszelkie próby dialogu i krytyki odbiera jako atak na własną osobę, a to z kolei rodzi w nim agresję, którą wyładowuje na innych. Oczywiście, według niego, winne w takich sytuacjach są tylko inne osoby. On sam żyje w przekonaniu o nieskazitelności własnych intencji i wewnętrznej dojrzałości, która nie pozwala mu na tolerowanie fizycznych, intelektualnych czy duchowych „miernot”. Pyszny tyran zamyka się w świecie iluzji i prowadzi z ludźmi w swoim otoczeniu wojnę na wyniszczenie. Siłę czerpie z pychy, a ta zawsze chętnie przywoła na pomoc swoich piekielnych towarzyszy.

Podobnie rzecz ma się z krytykanctwem i zwracaniem uwagi. Upomnienie lub nagana może przybierać różne formy. Można zwrócić komuś uwagę w taki sposób, że przyjmie on krytykę i jeszcze ucieszy się, że ktoś z troską i miłością dba o niego i jego potrzeby. Jednak, gdy krytyka podszyta jest pychą, człowiek upominany czuje się zaatakowany i poniżony. Nie może uwierzyć w to, że oprócz złośliwości, komuś może zależeć na jego dobru. Pycha, która skłania do niepohamowanej krytyki i potępienia słabszego, czyni z drugiego ofiarę. Upominany czuje się zaszczuty i głęboko zraniony. Natomiast pyszny krytykant żyje w przekonaniu o własnej sprawiedliwości i uczciwości. Ma poczucie dobrze spełnionego obowiązku, a nawet szczyci się swoją odwagą i konsekwencją. Postawę swoją określa jako asertywną i chrześcijańską. Zaślepia w ten sposób siebie i jeszcze innym mydli oczy, aby na krzywdzie drugiego człowieka ubić własny interes. Ależ to jest dopiero pycha!

Przykłady te pokazują, jak każdy grzech „przyprawiony” pychą staje się dużo bardziej złośliwy i wyrafinowany. Jeżeli człowiek nie zacznie badać na rachunku sumienia swoich intencji i nie rozliczy się z „długu miłości”, to może żyć w przekonaniu o własnej sprawiedliwości, a tak naprawdę grzeszyć pychą, która niszczy wszystko w nim samym i wokół niego. Pycha bowiem lubi nadawać sobie różne imiona. Skrywa się jak niepozorna kokietka, która wierzy w swoją wartość i swoje umiejętności. Czeka na odpowiedni moment, aby zauroczyć swoim wdziękiem i pogardą dla dobra. Trzeba czasami ukręcić bicz ze sznurków i przegonić tę kokietkę, gdzie pieprz rośnie. Wtedy to mamy szansę na to, że jej miejsce zajmie skromna i cicha niewiasta, której na imię pokora. Ta z kolei potrafi nadać każdemu czynowi nieskończenie większą wartość.

Podobne artykuły